In Pinot Veritas, czyli burgundzkie Morawy

O winnicy Stapleton & Springer pisałem już odrobinę przy okazji Winnego Wtorku #53. Ich wina są jednak tak niezwykłe, że zasługują na osobny post. Winnica nie ma nawet 10 lat – w 2004 roku były ambasador Stanów Zjednoczonych w Czechach Craig Stapleton, prawnik Benjamin Stapleton oraz winiarz Jaroslav Springer postanowili założyć na Morawach winnicę Stapleton & Springer. S&S to projekt nietypowy wśród innych morawskich winnic, nie znajdziemy tutaj Palavy, Sauvignona, Rieslinga i innych spotykanych na Morawach szczepów, tutaj króluje burgundzki Pinor Noir. Co więcej, wszystkie wina produkowane są tutaj w sposób całkowicie organiczny. 
Gdy jeszcze 3 lata temu Springer opowiadał swoim sąsiadom, że przechodzi w 100% na uprawę organiczną wszyscy pukali się w czoło. Dzisiaj, widząc tak znakomitą jakość, coraz więcej winiarzy zaczyna poważnie rozważać tę samą drogę. Jeśli pełna uprawa organiczna na Morawach nie jest dla Was wystarczającą ciekawostką, to dodajcie do tego wykorzystanie prasy „nożnej” zamiast mechanicznej. W taki sposób u Springera robi się wino!
Springer zbiera swoje winogrona z trzech głównych winnic: Terasy (5ha), Ctverte (3 ha) oraz Trkmanska (8,7 ha). Pierwsze wino jakie spróbowaliśmy było to Blanc de Pinot Noir. I tutaj się zaniepokoiłem, bo w kieliszku poczułem klimaty rozwodnionego kompotu, zepsutego jabłka i zgniłej gruszki. Nie było złe, jednak nie dla mnie. Na szczęście dalej było już zdecydowanie lepiej. Próbowaliśmy Pinot Noir z 2011 roku z każdej z winnic i z każdą butelką byłem coraz bardziej zaskoczony jakością tych win. W kieliszkach królowały esencjonalne wiśnie, maliny, zioła, grzyby i czarna ziemia. W ustach świetna struktura, sprężysta tanina i balansująca wszystko kwasowość. 
Rouci 2009 to kupaż Pinot Noir i St Laurena – wino z pewnością bardziej przystępne niż młode jeszcze Pinoty. Nie jest to jednak wino banalne, za to z kąsającą kwasowością i trzymającymi strukturę taninami. Na koniec próbowaliśmy Pinota z winnicy Trkmanska z rocznika 2007 – miazga! – pełnowartościowy „burgund” prosto z Moraw. 
Podczas degustacji towarzyszył nam Tomas Springer, który po czesku próbował nam tłumaczyć tajniki produkcji. Muszę jednak przyznać, że żaden komentarz do tych win nie był konieczny, wina same  pięknie opowiadały swoją historię. Z opowiadań Tomasa wybrzmiewała natomiast pasja i miłość do wina. Takich producentów Morawom (i nam winomaniakom trzeba)! 
Na zdrowie!

You Might Also Like