Ostatnie Barolo z Lidla wywołało małe zamieszanie w naszej winnej blogosferze. Grzegorz – jeden z czytelników Czerwone czy Białe? dał temu winu kilka szans na przestrzeni kolejnych dni. Oto mini relacja Grzegorza z tego, co się działo z tym Barolo (dzięki Grzegorz!):
Co do tego Barolo…hmmm… nie chciałem (po 'prawie pozytywnej’ recenzji Wojciecha)wychylać się z negatywną opinią… 🙂 Ale teraz też przyznaję ,że nie podeszło mi. Nigdy nie piłem Prawdziwego Barolo. Nie mam więc odniensienia.A może to i lepiej ? Ale i bez tego oceniłbym to wino słabo -nos jeszcze OK ,choć trochę dziwne te owoce .W ustach zbyt wychodzący alkohol i drażniące garbniki. Zostało jeszcze ,zobaczę jak zaprezentuje się po jednym dniu ,ale tylko z ciekawości.Wracać nie bardzo mam do niego ochotę…
Po jednym dniu 'odstania’ zdekantowałem je ,poczekałem 30minut i… W nosie jakby spleśniałe truskawki- teraz ten aromat jest wyraźniejszy . W ustach nie razi już alkohol. Pije się dużo łatwiej i przyjemniej. Garbniki nadal bardzo ściągające. Wino trwa bardzo długo ale co ciekawe …z sięgnąłem po jeszcze jeden kieliszek.
Wg mnie wyraźnie się poprawiło na drugi dzień. Nie mając z tyłu głowy całej sytuacji ” prawdziwe kontra lidlowskie Baralo” uznałbym je(takie dwudniowe) za nienajgorsze ,ale poleciłbym tylko miłośnikom mocniejszych wrażeń ze względu na te garbniki. Moja żona spróbowała. I po jednym degustacyjnym łyku przepłukała usta szklaneczką coli… 🙂Zostawiłem jeszcze na dziś.Ponowię test wieczorem .
Po 48godzinach od otwarcia wino stało się przyjemne . I tak oto przeszliśmy ze skrajności w skrajność . Można by nawet teraz zaryzykować i polecać je ,gdyby ktoś miał tyle silnej woli aby czekać 2dni 🙂 Utraciło aromat spleśniałej truskawki,alkohol jest zintegrowany a garbniki zupełnie w normie. Wczoraj piło się bez żadnych złych wrażeń – dokończyłem butelkę .Chyba nawet z przyjemnością. To był ciekawy eksperyment/test. Nigdy(albo bardzo rzadko) tak nie robimy ,a okazuje sie ,że cierpliwość popłaca i można każdemu winu dać drugą (i trzecią ) szansę.
Wino przechowywałem w 14st.C i przed podaniem było ponownie przelane do karafki.
Czyżby efekt przewietrzenia, o którym kiedyś pisał Marek Bieńczyk na WInicjatywie?

