Winnica Volarik znajdowała się 500 metrów od miejsca, gdzie nocowaliśmy, nie było więc opcji, żebyśmy się tam nie pojawili. Volarik działa na czeskim rynku od 2007 roku, zbiera winogrona z 80 hektarów, z czego trochę ponad 4 hektary to uprawa organiczna. Produkują tam głównie wina białe oparte na Rieslingach, Sauvignon Blanc, Palavie, Traminerze, Chardonnay i Pinot Gris oraz trochę różowych i czerwonych z Caberneta, St Laurent oraz Frankovki. My mieliśmy okazję próbować tych białych i różowych. Te ostatnie w większości smakowały jak rozwodniony kompot truskawkowy, więc lepiej od razu przejdźmy do win białych, bo tutaj było już znacznie lepiej. Spróbowaliśmy łącznie kilkunastu butelek, zarówno z roku 2011 i z niezabutelkowanego jeszcze 2012. Szczególnie smakował Ryzling Vlassky (czyli Welschriesling) – żywy, pełen tropikalnych owoców i kwasowości. Rulandské šedé (czyli Pinot Gris) był ciekawie owocowy (gruszkowy i bananowy), perfumowany, ale mimo dość ciężkich aromatów w ustach był orzeźwiający. Ciekawe było Chardonnay z późnego zbioru (pozdni sber na etykiecie), które rzekomo nie miało kontaktu z dębem, a w aromatach dominowała wanilia i aromaty odbeczkowe. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem był też Sekt z 2010 roku, jabłkowo-cytrusowo-gruszkowy. Idealny na obecne upały!
Volarik stawia na wina z pojedynczych winnic podkreślając ich odmienność i terroir. Do głównych winnic należą prawie 2-hektarowa Orechova Hora położona 260 m.n.p.m., leżąca sto metrów wyżej Zelazna oraz Lisci Vrch. Ciężka praca Volarika daje efekty, chociażby w postaci wyróżnienia najlepszego winiarza Czech w 2011 roku. Efekty pracy widać w kieliszku, chociaż jeszcze na pewno jest tam miejsce na poprawę – niektórym winom brakowało kwasowości, inne były nijakie i niepoukładane.
Volarik stawia na wina z pojedynczych winnic podkreślając ich odmienność i terroir. Do głównych winnic należą prawie 2-hektarowa Orechova Hora położona 260 m.n.p.m., leżąca sto metrów wyżej Zelazna oraz Lisci Vrch. Ciężka praca Volarika daje efekty, chociażby w postaci wyróżnienia najlepszego winiarza Czech w 2011 roku. Efekty pracy widać w kieliszku, chociaż jeszcze na pewno jest tam miejsce na poprawę – niektórym winom brakowało kwasowości, inne były nijakie i niepoukładane.
Volarik, podobnie jak Sonberk, udowodnił mi, że w Morawach drzemie ukryty potencjał. Jeśli tylko ludzie podobni do Volarika postawią na jakość i pracę, to jeszcze nie raz będziemy zaskoczeni winami od naszych południowych sąsiadów.


