Martinez Lacuesta i jego piękna Rioja

Nie będę ukrywał, że degustacja Langwedocji pochłonęła mnie dość mocno w zeszłym tygodniu. Jednak dzień wcześniej, w środę, w poznańskim MineWine miałem okazję próbować równie wspaniałych win. Swoje butelki przedstawiał nam sam Luis Martinez Lacuesta z Bodega Martinez Lacuesta. A butelki były naprawdę wielkie. Zaczęliśmy od bieli, czyli Viura z beczki z 2012 roku. Kilka dni wcześniej otwierałem w domu rocznik 2011 i wówczas byłem rozczarowany. Nowy rocznik przyniósł jednak sporo owoców tropikalnych, ananasa banana wraz z cytrusową świeżością. Okazało się, że jest to przyzwoita biała Rioja za 44 zł.  
Jako drugie do naszych kieliszków trafiło Tinto 2011 po 6 miesiącach kontaktu z dębem. To wino to eksplozja soczystych owoców – ciemna wiśnia, czereśnia, truskawki, a wszystko to podbite delikatnie wanilią. Za 35 zł to czysta okazja. Crianza z 2008 roku wypadła dość słabo, miałem wrażenie, że brakuje w niej ciała i treści. Za 57 zł raczej bym nie kupił, chociaż słyszałem na sali głosy, że wino się podobało. Następnie przeszliśmy do linii Campeador, z której próbowaliśmy Crianzy 2008 i Reservy 2004. 
Oba wina bardzo dobre, mocno owocowe, z wanilią i kokosem w tle, delikatnie kąsające w język pikantnością i z dobrą kwasowością. Reserva oczywiście bardziej elegancka, ale i droższa: 59 i 85 złoty odpowiednio za Crianzę i Reservę.  Wino numer sześć to powrót do głównej linii i Reserva z 2006 roku. Niezwykle ekspresyjne wino – połączenie dojrzałych owoców z korzennymi przyprawami i klimatami leśnymi. Taniny dość dobrze już poukładane, kwasowość zaznaczona – świetna pozycja za dobre pieniądze (85 zł). 
Przedostatnim winem, które próbowaliśmy była Gran Reserva z rocznika 2005. Dla mnie było to wino wieczoru – nieziemsko eleganckie, z idealnym balansem, aromatami ciemnych owoców, lukrecji, tymianku, skóry, mokrej ziemi, ogniska. Cena 139 zł może przytłaczać, ale za takie byłbym skłonny zapłacić takie pieniądze. Ostatnie wino wieczoru to Martinez Lacuesta „Felix” Reserva 2005 – równie piękne, elegancki i zrównoważone. Mi jednak bardziej spodobała się Gran Reserva, która miała w sobie pewną zadziorność i nie była tak wymuskana jak „Felix”.
Na sam koniec mieliśmy okazję spróbować jeszcze dwóch vermutów od Bodega Martinez Lacuesta. Oba piekielnie ziołowe i aptekarskie. Zbyt często po vermuty nie sięgam, więc trudno jest mi te butelki oceniać, ale mogę sobie wyobrazić, że w ciepły wieczór takiego schłodzone vermuta reserva z chęcią bym przyjął.
Świetna degustacja i piękna Rioja. A sam pan Luis Martinez Lacuesta niezwykle skromny, przyjazny i jednocześnie pewny jakości i wyjątkowości swoich win. Gdybyście sami chcieli spotkać się z panem Luisem to można go znaleźć w każdą sobotę w swojej winnicy, gdzie co tydzień czeka na gości i samodzielnie oprowadza ich po swoich włościach.

You Might Also Like