Wizyta w winnicy Cupano i wyśmienite Rosso di Montalcino 2003

Cupano to stosunkowo młoda winnica (liczy nie więcej niż 20 lat) znajdująca się w granicach DOCG Brunello di Montalcino. O winnicy tej wcześniej nie słyszeliśmy, był to raczej ślepy strzał, więc nie wiedzieliśmy zupełnie czego możemy się spodziewać. Naszą wizytę umówiliśmy mailowo dzień wcześniej, jednak gdy przyjechaliśmy na miejsce, to okazało się, że nikt na nas nie czeka. Trochę zawiedzeni chcieliśmy sięgać po telefon, aby zapytać się, czy może nie pomyliliśmy się  z terminem. Na szczęście po kilku minutach na quadzie podjechał przesympatycznie wyglądający Lionel Cousin –  Francuz, który kilkanaście lat temu kupił kawałek toskańskiej ziemi i razem z żoną Ornellą założyli winnicę. 
Zostaliśmy zabrani na pole, gdzie poznaliśmy historię tamtejszych terenów i win produkowanych przez Cupano. Wzorem dla win z Cupano jest Henri Jayer i jego przekonanie, że dobre wino to wino produkowane na niewielkim obszarze, z ograniczonymi zbiorami, bez pestycydów, z wykorzystaniem naturalnych drożdży,  wyłącznie z najlepszych gron oraz starzone we francuskich beczkach. Powierzchnia winnic to 3.7 hektara, a łączna produkcja to ok. 13 tysięcy butelek rocznie. Uprawiane tutaj są Sangiovese Grosso, Cabernet Sauvignon oraz Merlot. Z tych winogron powstają oczywiście Brunello oraz Rosso di Montalcino, ale również Ombrone (nazwa pochodzi od rzeki, która przepływa w odległości kilkuset metrów od winnic), czyli połączenie wszystkich trzech w/w szczepów.  
Po wizycie na polu zostaliśmy zabrani do pomieszczeń, gdzie wino jest starzone i tutaj mieliśmy okazję spróbować Brunello prosto z beczek, zarówno z nowych jak i ze starych – aż strach się bać, co z tych win będzie, gdy trafią do butelek!
Trzeba powiedzieć, że z pana Lionela biła wręcz pasja oraz autentyczność. Ciężko wyjechać z Cupano bez co najmniej jednej butelki, mimo że cena są tu raczej z tych wyższych (butelka Rosso to wydatek rzędu 40 euro, ceny Brunello zaczynają się od 70 euro). Chcieliśmy zabrać ze sobą tamtejsze Rosso di Montalcino. Pan Lionel powiedział, że co prawda już nie mają tych win w swoim cenniku, ale znajdzie jeszcze jakieś butelki Rosso z 2003 roku. Może część z Was spyta: czy Rosso di Montalcino z 2003 roku będzie jeszcze pijalne? Przecież to są wina to wypicia w ciągu 2 – 4 lat, więc wina sprzed 9 lat pewnie już swoje najlepsze lata ma dawno za sobą. Podchodziłem do tego pomysłu z podobną rezerwą, ale zostaliśmy przekonani, że to Rosso będzie jeszcze w idealnym stanie, a rocznik 2003, który nie był najlepszym rocznikiem, pozwolił stworzyć oryginalne wino. 
Po powrocie do domu, przy pierwszym spotkaniu z przyjaciółmi, nie mogliśmy otworzyć nic innego jak rzeczone Rosso di Montalcino 2003. Trochę się bałem, bo co zrobię, gdy będzie wpadka? Ale nic z tego! Wino było genialne! Co innego można powiedzieć o winie, które nie tylko porusza podniebienie, ale również wywołuje niesamowite emocje? W kieliszku można było znaleźć soczyste czarne i czerwone owoce, lekko podkreślone wanilią, z domieszką nut skóry, tytoniu,  kawy, suszonych owoców i ziół. Wszystko pełne, idealnie zbalansowane, szczere i finezyjne (na mój gust to co wino na co najmniej 92 punkty). Całe szczęście, że rocznik 2008 czeka na półce na swoją kolej! 
A więcej o naszej podróży przez Toskanię możecie przeczytać tutaj.

You Might Also Like