Obok Pouilly-Fumé w ostatnie święta miałem okazję próbować jeszcze jednego wielkiego szczepu białego, czyli Chardonnay, które jest jednym ze znaków rozpoznawczych winiarstwa amerykańskiego, a w szczególności tego z Kalifornii. W latach 60-tych i 70-tych wina produkowane w Kalifornii były raczej kiepskiej jakości i sprzedawane były pod nazwą „Chablis”. Jak dobrze pamiętacie, Chablis to nazwa apelacji we francuskiej Burgundii, w której produkuje się najwyższej jakości wina wyłącznie ze szczepu Chardonnay. Niestety z powodu używania nazwy Chablis przez niskiej jakości wina kalifornijskie nazwa ta straciła mocno na znaczeniu na kontynencie amerykańskim i przez wiele lat ciężko było przebić się na tamtym rynku burgundzkim oryginałom. Na szczęście z biegiem lat produkcja wina w Kalifornii rosła w siłę, wino stawało się coraz lepsze, sprzedawało się coraz lepiej, a konsumenci amerykańscy stawali się coraz bardziej wymagający. W chwili obecnej można chyba śmiało powiedzieć, że Chardonnay w Kalifornii stanowi klasę samą w sobie i warto sięgnąć po butelkę właśnie z tym winem. Co ciekawe, produkcja wina w Kalifornii przynosi więcej dochodów niż Hollywood – wartość przemysłu winiarskiego ocenia się na ok. 52 miliardy dolarów, a wartość Hollywood na ok. 30 miliardów.
Ja w czasie świąt piłem Chardonnay od Hawk Crest z 2007 roku. Wino bardzo przyjemne, maślane, owocowe, waniliowe i pełne kalifornijskiego słońca.
Nazwa: Hawk Crest Chardonnay 2007
Producent: Hawk Crest Cellars
Rocznik: 2007
Kraj: USA
Region: Kalifornia
Hrabstwo: Monterey
Kolor wina: Białe
Smak: Wytrawne
Szczep: Chardonnay (100%)
Cena: ok. 50 zł
Ocena: 87

