W ramach świętowania pożegnania lata Makro po raz drugi przysłało do mnie paczkę z winami. Tym razem były to trzy wina: włoskie Prosecco, francuskie Cabernet d’Anjou oraz róż z RPA. Jako pierwsze do kieliszków trafiło wino musujące z Wenecji. Lubię wina musujące, również Prosecco, w tym przypadku jednak obyło się bez emocji: wino lekkie, ale chyba wręcz zbyt delikatne, brakowało wyraźnych aromatów, bąbelki szybko znikały, a finiszu w zasadzie nie było. Jeśli spytalibyście mnie, czy było bardziej owocowe, kwiatowe, czy może mineralne, to nie potrafiłbym na to pytanie odpowiedzieć – było pusto po prostu.
Piotrek też probował się z tą butelką.

