Ale o co chodzi z tym raportem?

http://www.flickr.com/photos/inju/246717376/
Na co dzień nie oglądam telewizji, czasami jedynie posłucham radiowej Trójki od rana, dzięki czemu udaje mi się uniknąć słuchania o mało istotnych problemach i konfliktach, których w mediach pełno. Jak widać konfliktów staram się wystrzegać jak tylko mogę, natomiast w ostatnich dniach to konflikt chyba się za mną stęsknił i odnalazł mnie, tam gdzie najmniej się go spodziewałem: wśród polskich winnych blogerów. 
O co chodzi? Chodzi o raport, który wykonał Gabriel (współautor bloga/portalu Do Trzech Dych) i który firmował jako nowy byt biznesowy o nazwie winemedia.pl. Raportu nie znajdziecie, ale nie dlatego, że raport tajemniczo zniknął, ale po prostu Gabriel raport usunął słysząc, że wzbudza on wiele kontrowersji. Skoro raportu sami zobaczyć nie możecie, to pewnie zastanawiacie się, w czym problem? Problem nie był jeden, a było ich kilka. Oto w mojej opinii najważniejsze z nich:
  • Jako blogerzy zostaliśmy poproszeni przez Gabriela o statystyki odwiedzin naszych blogów. Ja byłem przekonany, że raport będzie firmowany tylko przez Gabriela. Okazało się jednak, ze pod raportem podpisuje się co prawda Gabriel, ale jako firma winemedia.pl, czyli firma, która na działaniach i badaniach marketingowych zarabia pieniądze. Było to zagranie trochę nie fair, a wystarczyło napisać od razu, że za raportem będzie stała konkretna firma i nie byłoby problemu.
  • W raporcie nie zwrócono uwagi na wiarygodność podesłanych przez blogerów danych. Nie mówię tutaj o tym, że ktoś próbował zafałszować statystyki swojego bloga, ale po prostu niektóre osoby inaczej zinterpretowały prośbę Gabriela i wyszło pomieszanie liczby unikalnych użytkowników z liczbą odwiedzin na blogu, a co za tym idzie wyników nie dało się miarodajnie porównywać.
  • W raporcie wzięto pod uwagę jedynie 23 blogi/portale, co biorąc pod uwagę dzisiejszy stan  winnej blogosfery w Polsce to raczej mała liczba. Spora liczba blogów nie chciała podać swoich danych (mieli do tego prawo), inni w ogóle takich danych nie zbierają (również mają do tego prawo i doskonale w tej sposób pokazują, czym jest dla nich blogowanie) i skończyło się tak, że znowu danych nie da się porządnie interpretować.
  • Nie dało się nie zauważyć, że na szczycie wszystkich wykresów królował blog/portal Do Trzech Dych (D3D). W momencie, gdy autor raportu jest jednocześnie współautorem bloga D3D budzi co najmniej podejrzliwość i na pewno nie dodaje wiarygodności raportowi.
  • W raporcie został dokonany podział na blogerów amatorów i blogerów profesjonalistów, przy czym oczywiście ta granica jest dość cienka i wiele osób tę granicę wytyczyłoby inaczej, a jeszcze inni (w tym również i ja) nie widzą potrzeby oddzielania tych dwóch grup.
  • Wątpliwości budził też indeks wykorzystany przy ocenie aktywności na Facebooku. Muszę przyznać, że ja nie do końca rozumiałem w jaki sposób był on budowany.
Z większością zarzutów mogę się zgodzić, chciałbym jednak zwrócić uwagę na otwartość Gabriela do dyskusji. Po pojawieniu się pierwszych wątpliwości Gabriel utworzył grupę na FB, gdzie sam rozpoczął dyskusję i starał się odpowiadać na wątpliwości. A gdy krytycznych komentarzy pojawiło się naprawdę sporo, to autor raportu zapowiedział, że raport nie będzie dalej rozpowszechniany. 
Nie chcę bronić tutaj specjalnie Gabriela, bo uważam, że publikacja raportu w takiej postaci była zbyt pochopna, nie podoba mi się się jednak na wieszanie psów na Gabie, wytykanie i robienie zarzutów nie do końca związanych z tematem raportu. 
Pojawia się pytanie, czy taki raport jest nam w ogóle potrzebny? Blurppp i kilku innych blogerów mówi, że nie. Inni mówią, że „blog jest też sposobem wymiany informacji i budowania relacji z kontrahentami – solidny raport jest wskazany”. Moim zdaniem jeśli jakaś agencja marketingowa lub importer chcą zrobić taki raport to mogą zrobić go na własne potrzeby. Nie trzeba być wielkim analitykiem, aby zobaczyć, które blogi i portale są w naszym kraju najbardziej wartościowe. Wystarczy wysłać kilka/kilkanaście maili z prośbą o podesłanie danych na temat odwiedzin na blogu (ja już byłem o to pytany i nie miałem nigdy problemów z wysłaniem zrzutów ekranu swoich statystyk), trzeba spojrzeć na aktywność czytelników na Facebooku, na to co się dzieje na Twitterze, na liczbę komentarzy na blogu – dla kogoś kto siedzi w temacie jest to maksymalnie kilka, może kilkanaście godzin pracy. 
Nam blogerom taki raport może chyba tylko posłużyć podbudowaniu swojego ego (nie ukrywam, że dobrze się poczułem, gdy przeglądałem raport i zobaczyłem, że Czerwone czy białe nie jest na końcu stawki, chociaż później zwróciłem uwagę, że badania nie są zbyt miarodajne i w sumie nie ma się z czego cieszyć) i ewentualnie do aktywnego szukania sponsorów. Ale czy to jest clou blogowania? Według mojej definicji nie i zgadzam się tutaj z kolegami, którym raport nie jest do szczęścia potrzebny.
Koniec, kropka, napijmy się wina! 🙂

You Might Also Like