I tutaj już po 2-3 pierwszych stolikach przeżyłem szok – te wina były wyśmienite! Pełne owoców, świeżości, ziół, kwiatów i mineralności. Każdy z producentów miał w zasadzie swój własny pomysł na białe wina: 100% Sauvignon, kupaże Viogniera, Muscata, Grenache Blanc, Roussanne, część win miała styczność z beczką, część leżałą nad osadem, część dotykała tylko stali. Rożne style, różne wina i zdecydowana większość piękna! Oto kilka butelek, które szczególnie zapamiętałem: La Madura z dwoma winami Classic oraz Grand Vin.
Pierwsze leżąca na osadzie przez około 9 miesięcy, drugie to fermentacja w używanych beczkach. W obu winach można było odnaleźć piękną elegancję , świeżość, dużo ciała, idealny balans i zmieniający się finisz. Sainte Croix La Serre 2011 również leżało nad osadem i było równie piękne – świetna kwasowość, brzoskwinia, morela, mandarynka, grapefruit i trochę herbatników. W wszystko to w idealnych proporcjach. Na stoliku obok butelki przykuwały uwagę etykietami – każda świetnie zaprojektowana i przedstawiająca idealne połączenie z jedzeniem.
Domaine Turner Pageot La Repture 2012 to 100% Sauvignon Blanc starzone kilka miesięcy w starych beczkach. Efekt? Wino przepełnione owocowością z mirabelką, brzoskwinią i pomarańczą na czele, ale również z migdałami z tyłu i słonością na języku. Domaine Virgile Joly Saturne Blanc 2010 to atak dojrzałych owoców i odświeżającej mineralności – perfekcyjne połączenie.
Po takiej dawne świetnych win białych wydawać się mogło, że limit dobrych win został wyczerpany. Nic bardziej mylnego! Przed nami były jeszcze wina czerwone, czyli Grenache, Syrah, Carignan, Mourvedre i Cinsault w roli głównej i w różnych odsłonach.Tutaj swoją klasę potwierdziła La Madura z Classic i Grand Vin w wydaniu czerwonym. Sainte Croix w zasadzie ze wszystkimi swoimi winami, ale szczególnie z Carignan. Virgile Joly z Saturne 2009 i Domaine Turner Pageot z Camina Major.
Dodatkowo pięknie prezentowały się wina z Domaine Cebene, a w szczególności Belle Lurette z 2011 roku. Był to pierwszy rocznik wyprodukowany, z dopiero co kupionych, 70-letnych krzaków Carignian (z dodatkiem Grenache i Mourvedre). Wino pięknie soczyste, z wiśnią, śliwką i żurawiną i czekoladą. Taniny mocne, ale eleganckie i kwasowość balansująca skoncentrowaną owocowość.
Dwa metry obok mogliśmy spróbować świetnych win z Domaine Henry. Na przykład Villafranchien 2010 to kupaż Grenache i Cinsault (krzewy w wieku 70-90 lat) łączący mocne ciemne owoce i tytoń z delikatną kwiatowością, dzięki czemu powstało wino eleganckie i nieprzytłaczające skoncentrowanymi owocami. Przy ostatnim stoliku można było spotkać dumnie prezentującego swoje wina Johna Bojanowskiego.
A trzeba przyznać, że ma z czego być dumnym, gdyż wina z Clos du Gravillas to wina niezwykłe i tak bardzo różne – nawet te same wina z sąsiednich roczników były zgoła odmienne. Dzięki temu wina od Bojanowskiego mogą być wspaniałą przygodą. Z chęcią opisałbym tutaj więcej win, ale od nadmiaru emocji nie wszystko byłem w stanie notować.
Nie było na degustacji win słabych i przeciętnych? Były, jednak zdecydowanie ginęły w dużej liczbie win bardzo dobrych i wybitnych.



