Langwedocja jakiej nie znacie, czyli Terroiryści i ich wina

Czwartek, godzina 4:25, dzwoni budzik, w głowie pojawia się pytania „dlaczego tak wcześnie? co się dzieje?”. Dopiero po chwili przypominam sobie, że przecież za godzinę mam pociąg do Warszawy, gdzie czekać mnie będzie śmietanka langwedockich winiarzy. Powoli, ale dobrze zmotywowany, wstaję, jem śniadanie i jadę na dworzec. Na dworcu spotykam jeszcze dwóch poznańskich winnych zapaleńców: Kubę Małeckiego z Wine Tasting PL i Kubę Sęczkowskiego z Zakorkowanych. Ponad 3 godziny jazdy pociągiem, później szukanie odpowiedniego przystanku autobusowego i w końcu trafiliśmy do hotelu Le Regina. Na sali widać kilka twarzy znanych z Winicjatywy i z plakatów reklamujących film „Les Terroiristes du Languedoc”, którego projekcja za chwilę miała się rozpocząć.
Film z pewnością był świetnym wstępem do późniejszej degustacji, pokazał, dlaczego Langwedocja jest wyjątkowym regionem, dlaczego tamtejsze wina są tak różnorodne i że są tam niesamowici ludzie zakochani w swojej ziemi i w swoich winach. Film ma jednak jedną, podstawową wadę: jest za długi. Ponad 2 godziny podzielone na 12 podstawowych części, każda o innym producencie, powoduje znudzenie, tym bardziej, że wiele odpowiedzi przedstawionych tam producentów jest taka sama. Na początku myślałem, że może reżyser powinien był skupić się na 6-8 producentach, później jednak , próbują win, zmieniałem zdanie – opuszczenie któregokolwiek z nich byłoby zbyt dużym zubożeniem obrazu Langwedocji. Może zatem trzeba było inaczej film zmontować? Powtarzające się elementy wyciąć? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że jeśli chcecie poznań Langwedocję to warto poświęcić te 2 godziny, chociaż i tak nic nie zastąpi spróbowania tamtejszych win.
No właśnie – wina. Degustację zaczęliśmy od bieli. Wcześniej Langwedocję kojarzyłem w zasadzie wyłącznie z winami czerwonymi. Co zresztą miało swoje odbicie przy stolikach producentów, gdyż część z nich w ogóle nie miała win białych w swojej ofercie. Zastanawiałem się więc, czy w Langwedocja produkuje cokolwiek wartościowego z białych szczepów?
I tutaj już po 2-3 pierwszych stolikach przeżyłem szok – te wina były wyśmienite! Pełne owoców, świeżości, ziół, kwiatów i mineralności. Każdy z producentów miał w zasadzie swój własny pomysł na białe wina: 100% Sauvignon, kupaże Viogniera, Muscata, Grenache Blanc, Roussanne, część win miała styczność z beczką, część leżałą nad osadem, część dotykała tylko stali. Rożne style, różne wina i zdecydowana większość piękna! Oto kilka butelek, które szczególnie zapamiętałem: La Madura z dwoma winami Classic oraz Grand Vin.

Pierwsze leżąca na osadzie przez około 9 miesięcy, drugie to fermentacja w używanych beczkach. W obu winach można było odnaleźć piękną elegancję , świeżość, dużo ciała, idealny balans i zmieniający się finisz. Sainte Croix La Serre 2011 również leżało nad osadem i było równie piękne – świetna kwasowość, brzoskwinia, morela, mandarynka, grapefruit i trochę herbatników. W wszystko to w idealnych proporcjach. Na stoliku obok butelki przykuwały uwagę etykietami – każda świetnie zaprojektowana i przedstawiająca idealne połączenie z jedzeniem.
Domaine Turner Pageot La Repture 2012 to 100% Sauvignon Blanc starzone kilka miesięcy w starych beczkach. Efekt? Wino przepełnione owocowością z mirabelką, brzoskwinią i pomarańczą na czele, ale również z migdałami z tyłu i słonością na języku. Domaine Virgile Joly Saturne Blanc 2010 to atak dojrzałych owoców i odświeżającej mineralności – perfekcyjne połączenie.

Po takiej dawne świetnych win białych wydawać się mogło, że limit dobrych win został wyczerpany. Nic bardziej mylnego! Przed nami były jeszcze wina czerwone, czyli Grenache, Syrah, Carignan, Mourvedre i Cinsault w roli głównej i w różnych odsłonach.
Tutaj swoją klasę potwierdziła La Madura z Classic i Grand Vin w wydaniu czerwonym. Sainte Croix w zasadzie ze wszystkimi swoimi winami, ale szczególnie z Carignan. Virgile Joly z Saturne 2009 i Domaine Turner Pageot z Camina Major.

Dodatkowo pięknie prezentowały się wina z Domaine Cebene, a w szczególności Belle Lurette z 2011 roku. Był to pierwszy rocznik wyprodukowany, z dopiero co kupionych, 70-letnych krzaków Carignian (z dodatkiem Grenache i Mourvedre). Wino pięknie soczyste, z wiśnią, śliwką i żurawiną i czekoladą. Taniny mocne, ale eleganckie i kwasowość balansująca skoncentrowaną owocowość.
Dwa metry obok mogliśmy spróbować świetnych win z  Domaine Henry. Na przykład Villafranchien 2010 to kupaż Grenache i Cinsault (krzewy w wieku 70-90 lat) łączący mocne ciemne owoce i tytoń z delikatną kwiatowością, dzięki czemu powstało wino eleganckie i nieprzytłaczające skoncentrowanymi owocami. Przy ostatnim stoliku można było spotkać dumnie prezentującego swoje wina Johna Bojanowskiego.
A trzeba przyznać, że ma z czego być dumnym, gdyż wina z Clos du Gravillas to wina niezwykłe i tak bardzo różne – nawet te same wina z sąsiednich roczników były zgoła odmienne. Dzięki temu wina od Bojanowskiego mogą być wspaniałą przygodą. Z chęcią opisałbym tutaj więcej win, ale od nadmiaru emocji nie wszystko byłem w stanie notować.
Nie było na degustacji win słabych i przeciętnych? Były, jednak zdecydowanie ginęły w dużej liczbie win bardzo dobrych i wybitnych.

Warto podkreślić, że część z prezentujących się na degustacji producentów prowadzi produkcję wręcz butikową – czasami jest to tylko 2000 butelek, czasem nawet mniej. Niestety tylko niektóre w produkowanych z nich win można kupić w Polsce. Deliwina ma w swojej ofercie Domaine Sainte Croix, Domaine de Cebene, Domaine la Rouviole i Chateau Jouclary. W Enotece Polskiej można kupić Virgile Joly. A w Winach Szlachetnych jest na pewno oferta of Johna Bojanowskiego. Jeśli nie mieliście okazji być wczoraj na degustacji to koniecznie sięgnijcie po te wina. A jeśli jesteście importerem to zainteresujcie się Langwedocją, z pewnością Wasi klienci będą Wam za to wdzięczni.
A już wkrótce relacja wideo u Zakorkowanych.

You Might Also Like