Trzy rzeczy były pewne przed naszym wyjazdem na Morawy. Po pierwsze, wcześniej dane mi było próbować morawskie wina wyłącznie od jednego producenta. Po drugie, wina te nie zachwyciły mnie specjalnie. Po trzecie, szczerz mówiąc Morawy kojarzyły mi się z raczej z tanimi sikaczam, a nie z porządnymi winami jakościowymi. Z tych oto trzech powodów liczyłem, że nasza wyprawa będzie dla mnie zaskoczeniem i pozwoli spojrzeć na Morawy z trochę innej perspektywy. Czy rzeczywiście tak było? Dowiecie się w kilku kolejnych postach.
Całe szczęście na mojego maila odpowiedziała winnica Sonberk położona opodal miejscowości Popice. Według zapisków historycznych winnica w tamtym miejscy istniała już w XIII wieku, jednak czasy wojen światowych i komunizmu spowodowały, że winnica musiała się odbudować na początku XXI wieku (a dokładniej w 2003 roku), a obecnie należy do morawskiej czołówki. Nazwa producenta Sonberk to jednocześnie nazwa 40 hektarowego terenu, na którym uprawiane są głównie białe odmiany: Riesling, Sauvignon Blanc, Palava, Chardonnay, Pinot Gris, Sémillon; znajdziemy tutaj również 1 hektar Merlota. Wszystkie zbierane jest ręcznie, a sam producent dba, aby o „bio różnorodość” w winnicy – obok krzaków winorośli znajdziemy krzaki migdałowca oraz mały sad morelowy, a z budynków winnicy można z łatwością dostrzec biegające zające. Oprócz tego Sonberk może pochwalić się niezwykłą konstrukcją swojej siedziby, zaprojektowaną przez Josefa Pleskota. Budynek wykorzystuje położenie na wzgórzu – część produkcyjna znajduje się pod ziemią, a część biurowa i degustacyjna nad ziemią. Wszystko to tworzy niezwykłe wrażenie jakości i harmonii.
Czy wina to oddają? Na szczęście w większości tak. Pierwszym miłym zaskoczeniem był piekielnie intensywny Sauvignon 2010. Kipiał z niego agrest, trawa cytrynowa, a nawet czerwona porzeczka. W ustach bardzo świeże, z ostrą kwasowością. Taka intensywność nie wszystkim może się podobać, mi natomiast bardzo przypadła do gustu. Chardonnay z Rulandské šedé (Pinot Gris) 2011 to poemat na temat przesadnego użycia beczki. Fani maślanych, śmietanowych, waniliowych i kokosowych klimatów będę zachwyceni; poszukiwacze owocowości nic tutaj dla siebie nie znajdą. Tramin 2011 nie zachwycił, był raczej mdły i nieciekawy.
Ryzlink Rýnský (czyli klasyczny Riesling) w wydaniu z 2011 roku to powiew mineralnej świeżości z aromatami brzoskwini, moreli i miodu. Natomiast ten z rocznika 2008 (bodaj najlepszego w historii Sonberk) to już zgoła inna bajka. Tutaj mamy już miody, lekką petrochemię, wosk, przykurzoną piwnicę, wszystko to jednak nadal świeże i mineralne. Oba wina zaprezentowały wysoki poziom.
Mimo kilku wpadek, Sonberk okazał się winnicą, gdzie produkowane są naprawdę dobre wina i która, ucząc się na własnych błędach, jest w stanie jeszcze bardziej zabłysnąć w przyszłości. Jeśli będziecie na Morawach to koniecznie odwiedźcie winnicę Sonberk.
A z tego co wiem to ich wina dostępne są również w sklepie wino z Moraw.




