Jak okropna etykieta może skrywać świetne wina?

Późny zbiór (spatlese) i stare krzewy (alte reben)

Po pierwszym dniu byliśmy głodni wrażeń. Na pierwszy ogień poszła mały rodzinny producent o nazwie Baison. GPS zaprowadził nas do miasta Hocheim, gdzie po chwili poszukiwania znaleźliśmy szyld z nazwą winnicy. Przywitał nas właściciel, który zdecydowanie preferował komunikację w języku niemieckim, co nie było naszą mocną stroną. Na szczęście po chwili wyszła do nas kobieta, która z angielskim radziła sobie całkiem nieźle, dzięki czemu mogliśmy swobodnie porozmawiać o ich winach. A wina mieli wspaniałe! Zaczęliśmy od kabinettów, które powalały intensywnością i świeżością, aby później przejść do późnych zbiorów – było na bogato, ale jednocześnie z klasą. Ceny już od 5 do 10 euro. Produkują tutaj głównie rieslingi, ale również gewurztraminer i pinot noir się pojawiają w butelkach. Wszystko to na 2 wzgórzach, 7 hektarach, młodych oraz kilkudziesięcioletnich krzewach  i w garażu – pełen luz, ale również dbałość o jakość, którą czuć w tych winach. Po powrocie zdążyłem otworzyć od nich kabinetta z 2011 roku i, jak to mawia Kuba Sęczkowski, z którym współtworzymy Zakorkowanych, „petarda”! Na szczęście przywiozłem ze sobą jeszcze butelkę z późnego zbioru ze starych krzewów.

Jedyna wada Baisona to ich etykiety, które bardziej straszą latami 70-tymi niż zachęcają do kupienia, ale widocznie w rodzinie nie mają żadnego dobrego grafika 🙂
Niestety próżno szukać tych szkaradnych etykiet na naszych półkach, gdyż Baison wszystko sprzedaje na wewnętrznym rynku. A szkoda, bo do dzisiaj żałuję, że tylko kilka butelek od nich ze sobą zabrałem do Polski.
A tak na gorąco wizytę podsumowali Zakorkowani:

You Might Also Like