Moją relację z MineWine Malta Festival 2012 mogliście już przeczytać. Poniżej znajdziecie kilka słów podsumowania od mojego bliskiego znajomego, Kuby Sęczkowskiego, który towarzyszył mi na Festiwalu przez cały piątek.
Zachęcam do czytania:
Jako że autor tego bloga napisał sporo o winach a w dużej mierze zgadzam się ja postaram się troszkę powiedzieć o samej atmosferze.
Co dobre szybko się kończy, festiwal już za nami…a w myśli tylko jedno- cholernie dobra robota! Już przed festiwalem ekipa MineWine reklamowała go jako największa impreza winiarska w zachodniej Polsce, mnie osobiście trudno się wypowiedzieć na temat wielkości tegoż eventu jednak(tu by trzeba porównać liczbę butelek do degustacji) na pewno było to jedno z największych w Polsce, a pewnikiem jest że było to absolutnie NAJLEPSZY i najlepiej zorganizowany festiwal winny.Atmosfera jaka tam panowała jest po prostu nie do opisania.
Wraz z Kubą Jurkiewiczem wyznaczyliśmy sobie godzinę spotkania na 16-wychodząc z założenia że im wcześniej będziemy tym więcej uda nam się spróbować.
Pierwszy szok już od samego początku mianowicie przywitał nas sam gospodarz tego wielkiego wydarzenia Pan Sławek Komiński ( właściciel MineWine, człowiek który pewnie w tym momencie miał tysiąc rzeczy na głowie) znalazł chwilę by się przywitać i zamienić parę zdań.
Muszę powiedzieć że tego typu serdeczność biła wręcz nie tylko od całej załogi MineWine ale także od producentów i wystawców podczas całej imprezy.
Po zasięgnięciu języka co do kolejności degustacji u Mariusza i przywitaniu się niemal z całym zespołem MineWine ruszyliśmy na podbój, wybór pierwszego wina był niemal że oczywisty bo czy można zacząć taką imprezę czymś innym jak porządnym musującym winem, Cavy od Canals bo jak powszechnie wiadomo Szampan jak i Cava są dobre przed po i w trakcie a strzał otwieranej butelki świetnie rozpoczął wyścig smaków i duchowych uniesień.
Dalej Francuskie Chablis wraz z przesympatycznym Panem Cedric Steinberg, parę słów i idziemy dalej-czasu mało a etykiet ponad 120(!) szybka wycieczka i jesteśmy we Włoszech gdzie Veneto raczy eksplozja bananów ze swojego Pinot Grigio 2011.
Festiwal podzielony był niejako na 4 strefy- 3 strefy degustacyjne( 20 stanowisk rozbite odpowiednio 1-4;5-13;14-20) i „centrum prelekcyjno-wykładowe” zabieg takiego rozstrzału(spowodowany zapewne warunkami technicznymi niż celowością organizatorów) dawał wbrew pozorom same plusy, odległości między strefami były kilkunastometrowe więc odległość żadna a brak zdecydowanego głównego miejsca dzielił wszystkich degustujących w naturalny sposób przez co każdy z nas miał więcej powietrza dla siebie. A sam event miałem wrażenie był wstanie obsłużyć większą ilość osób niż w roku poprzednim(gdzie wszystkie stanowisko skupiały się w oku jednej dużej wyspy).
Wina białe ze strefy pierwszej zaliczone, idziemy dalej, druga strefa to zaadoptowany na potrzebę degustacji box sklepowy. Przekraczając jego progi od razu do uścisków rzucił się Pan Miguel Coco i Fito-którego to okazje mieliśmy poznać z w roku ubiegłym, człowiek tak sympatyczny i skory do rozmowy że przy jego stanowisku można by spędzić i cały dzień i tak by było mało. Przedstawieni zostaliśmy jego znajomym. Wszystko w akompaniamencie absolutnie najlepszych win festiwalu z Prioratu gdzie przedstawicielem winnicy Celler Prior Pons był sam jej właściciel Pan Juan Jose Escoda człowiek skromny ale jak dla mnie mistrz-który potrafi zrobić wino które w stu procentach opowie o moim ulubionym regionie. Chyle czoła również przed Alfonso Sicilia z Enologica Wamba którego Ambisina Verdejo zostało białym winem festiwalu.Panowie Alfonso Fernandez i Patrick Webb (reprezentanci regionu Rioja-zarówno tej klasycznej jak i nowoczesnej) okazali się niesamowitymi gawędziarzami i spędzić u nich szybkie pięć minut się nie dało.
Dalej Włochy na bogato czyli to co Kuba J. lubi najbardziej, zaczeliśmy nieco skromnie czyli Montepuciano d’ Abruzo przez Primitivo di Manduria (wina lała nam Pani Sommelier Żaneta Nowicka) poprzez Toskanie i absolutnie genialne Chianti Classico i Vino nobile di Montepulciano(tutaj swym niesamowitym uśmiechem obdarowało nas nasza dobra znajoma z zespołu MineWine Pani Agnieszka Banaszyńska-Królikiewicz).
Szybkie cofniecie się na strefę pierwszą gdzie stanowisko nr 2 Valpolicella reprezentowana przez uśmiechnięta gadułę Panią Silvie Aldrighetti raczyła klasykami gatunku pieknym i niesamowicie wysublimowanym Amarone na czele – tu znowu trzeba było stoczyć mały bój z samym sobą gdyż jako osoba ciekawa chętnie bym posłuchał i pośmiał się razem z Panią jednak czasu było mało a pracy bardzo dużo.
Idziemy dalej, strefa trzecia, a tam wpadamy na stanowisko nr 20 Węgry, werdykt jeden- gdyby na festiwalu była przyznawana nagroda pod tytułem „Odkrycie Festiwalu” zdecydowanie to byłby nasz pewniak. Państwo Malchrowicz – właściciele polskiej winnicy na Węgrzech poza absolutnie świetnymi winami poczęstowali nas historią swojego życia, wzruszająca opowieść o tym jak po 25 latach małżeństwa zakupili małą winnice w miejscu poznania swojej żony 31-lat wcześniej.Picie i pierwszego wina pod nazwą Maglen było istną przyjemnością przy akompaniamencie słów Pana Malchrowicza-do teraz żałuje że nie starczyło mi czasu by wysłuchać oficjalnej prelekcji na temat Węgier. Po za tym rewelacyjny stosunek ceny do jakości(żadne z win na tym stoisku nie kosztowało więcej niż 60zł, a codzienne czerwienie kształtowały się na poziomie 30zł).
Parę kroków, wpadamy na stanowisko wina z Nadrenii od Rudolfa Fauth(był wielkim nieobecnym piątku-okazja do porozmawiania z nim nada żyła się dopiero w sobotę, jego nieobecność zrekompensowałem sobie w 100% podczas godzinnej pogawędki zarówno z Panem Rudolfem jak i Panią Stanisławą, która wraz z producentem reprezentowała winnice- zdziwieniem moim było gdy powiedzieli że również mnie kojarzą z poprzedniej edycji), tutaj pozycją obowiązkową było spróbowanie Sauvignon Black Trocken który oczarował mnie swoją owocowością.
Obok Gruzja, dla mnie odkrycie festiwalu z zeszłego roku-wina znałem więc nie skupiałem się na nich, choć Satrapezo 10 Qveri 2009 jest absolutnie jedyne w swoim rodzaju i te endemiczne szczepy przy których wymowie język nie raz można połamać.
Następny stolik Maroko temat znany bo jeden z Winnych Poznania a nasz dobry przyjaciel Kuba Małecki przedstawił je nam wcześniej na bardziej prywatnych degustacjach.Stolik do polecenia tym co szukają dobrego i codziennego wina.
Dalej Szanowny Pan Flick którego wina z nad Rheingau przyrabiałem już kilka razy, i muszę powiedzieć że na obecną pogodę są idealne.
Stanowisko nr 17 powiewała z biało niebiesko czerwoną flaga naszych sąsiadów z Czech jednak oni sami, ludzie związani z winiarstwem na Morawach wolą by konkretyzować pochodzenie ich win mówiąc o nich Wina Morawskie nie Czeskie. Tutaj Cremant(oficjalna nazwa dla wina musującego produkowanego metodą tradycyjną, po za Szampanią) nalewany przez Pana Krzysztofa Hybowskiego i luźniejsza rozmowa dała mi trochę przerwy od tego co na około-pozwoliła odświeżyć umysł. Był to kolejny stolik przy którym atmosfera był bardziej porównywalna do rodzinnej a niżeli jakieś sztywnej degustacji. Pani Małgorzata Hybowska która jest niestrudzonym promotorem tych pięknych win, więc życzę temu miłemu Małżeństwu by absolutnie genialna półsłodka i biodynamiczna Palava kiedyś podbiła serca polaków tak jak podbiła i moje.Jest ona idealnym dodatkiem do długo dojrzewających serów, które zwykłem spożywać zamiast deserów.
Na samo koniec Portugalia, tu potwierdziło się to co wiem o tym zakątku półwyspu iberyjskiego, bardzo dobry stosunek ceny do jakości. Bardzo przyjemne wina w cenie do 40 za półkę podstawową która powala złożonością co na starym kontynencie jest nie do osiągnięcia.
Sam festiwal trwał dwa dni i o ile w Piątek ciężko pracowaliśmy by wynotować jak najwięcej, o tyle w sobotę oddałem się przyjemnej konsumpcji i godzinymi rozmowami z rożnymi producentami, organizatorami jak i ludźmi którzy przyszli na festiwal(mam nadzieje że nikogo nie zanudziłem na śmierć).
Winami Festiwalu zostały Ambsina Verdejo 2011(serdecznie polecam ten trunek!!) od Enoligca Wamba i Prior Pons 2007 z Prioratu od Pana Juan’a(tu cena do jakich Priorat już nas przyzwyczaił -180 zł warto- jednak do domu polecam tańszą wersję Planets de Prior Pons za 69zł).
Na koniec chciałem podziękować Sławkowi i absolutnie całemu zespołowi MineWine za zaproszenie mnie na ten genialny i niemalże perfekcyjny festiwal.
Wielkie podziękowania również absolutnie dla każdego przedstawiciela, wiedza przekazana mi o winie bezpośrednio od człowieka który go robi jest dla mnie dużo cenniejsza niż ta pozyskana z książek.
Ps. Cały festiwal to koncert w które pierwszy akord zaczynał się od wysokiego C -niżej nie schodził. Dyrektor MineWine Pan Łukasz Wojciechowski już zapowiedział że w przyszłym roku będzie lepiej-choć według mnie ideału nie da się polepszyć- z niecierpliwością czekam na pokazanie mi że się mylę.
Ps. 2. Myslałem żeby nie zapomnieć i zapomniałem o Spółdzielni Govone reprezentowaną przez znanych z porzedniej edycji Panią Agnieszkę Szulc i Pana Ivana di Stefano,Terre Sabaude Nebbiolo d’Alba była jedynym winem korkowe z jakim miałem do czynienia podczas całego festiwalu(oczywiście butelkie podmieniono w trybie ekspresowym). Po za tym dla ludzi którzy lubią słodsze trunki nawet w upalne dni obowiązkowa jest seria Cite Vigne-dobre i tanie wina musujące z dużą porcja słodyczy.
