Właśnie wróciłem z pierwszego dnia MineWine Malta Festival 2011. Muszę przyznać, że dawno nie zleciało mi tak szybko i przyjemnie 5 godzin mojego życia. Chociaż nie spodziewałem się że próbowanie około 80 butelek wina wymaga tak dużego skupienia i potrafi nieżle zmęczyć.
Trzeba zacząć od podziękowania całej ekipie MineWine która stanęła na wysokości zadania i przygotowała winne wydarzenia na naprawdę wysokim poziomie. Obsługa, organizacja i podejście do uczestników wymaga tutaj podkreślenia. Zaskoczony byłem frekwencją degustujących. Pojawiły się osoby z różnych przedziałów wiekowych i ciekawie było obserwować, jak poszczególne osoby odkrywają nowe dla siebie smaki i aromaty.
Podczas festiwalu można spróbować największych win europejskich, m.in, Barolo, Amarone, Tokaja, niemieckie Rieslingi oraz chociażby wspaniałe wina z katalońskiego Prioratu. Co więcej, można było bezpośrednio porozmawiać z wieloma z producentów, a nikt tak nie opowiada o winie, jak jego twórca. Udało mi się już dzisiaj porozmawiać z kilkoma osobami prezentującymi swoje wina, więc na dniach powinny pojawić się mini-wywiady.
Dla mnie największe wrażenie robiły Włochy z Barbaresco oraz Amarone na czele, a także wspaniały Tokaj. Na wyróżnienie zasługuje na pewno również Katalonia ze swoimi winami z serii Sao oraz z butelkami z Prioratu. Po raz pierwszy miałem też do czynienia z butelkami z Gruzji i muszę przyznać, że byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Jedyne poważne rozczarowanie to Morawy. Może to z powodu sporego kontrastu z wcześniej próbowanymi niemieckimi Rieslingami?
Jeśli jeszcze dzisiaj nie byliście na Mine Wine Festiwal, to koniecznie musicie znaleźć czas jutro i chociaż na chwilę pojawić się w Galerii Malta. Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego poznańskiego miłośnika wina.
Wczoraj, podczas pierwszego dnia MineWine Malta Festival 2011 towarzyszył mi mój imiennik – Kuba Sęczkowski. Muszę przyznać, że dobrze jest mieć na takim wydarzeniu drugą osobę, z którą można nad każdym winem się zatrzymać i porozmawiać chwilę. Kuba napisa bardzo fajną relację z tej imprezy w komentarzu do tego postu, nie wiem jednak jak wielu z Was czyta komentarze, dlatego też postanowiłem opis Kuby umieścić poniżej:
Już na wstępie bardzo miłe zaskoczenie podczas odbierania kieliszków do degustacji dostaliśmy do ręki mały notatnik wydrukowany specjalnie na tą okazje, gdzie było parę słów o każdym producencie oraz wymienione każde degustacyjne wino wraz z miejscem na własną ocenę oraz ramką na parę słów komentarze – genialne i bardzo przydatne.
Ruszamy. Pierwszy nasz stolik, Włochy, jako że Italia to słońce plaża i kobiety(a przyznać że pogoda w Poznaniu sprzyjała), wina białe od Zuccolo jako pierwszy nasz wybór, mnie bardzo smakowały ale jeszcze nie czuje się na sile by oceniać wino na forum – pominę ten niuans. I tu kolejne zaskoczenia – nikt nikogo nie przepędza, właśnie zdałem sobie sprawę że jestem naprawdę na degustacji a nie suchej promocji. Każdym z producentów chciał choć parę słów powiedzieć o swoim winie, każdy chciał nam coś przekazać. Coś fantastycznego. I tak godziny mijały, my nadal w szczerym polu, przy naszym drugim stoliku ugościł nas sam Dyrektor ds. Sprzedaży p. Łukasz Wojciechowski który razem z nami pochylał się nad każdym winem będącym na tym stoliku – tak jak on opowiada o winie potrafi mało kto.Zdaje się że tylko przy tym stoliku spędziliśmy dobre półtorej godziny. Im dalej tym ciekawiej, przyszedł czas na wspomniane przez Kubę Wielkie Włochy oraz na lekkie rozczarowanie Morawami, był czas by zaskoczyć się mile Gruzją – naprawdę bardzo wina, a nie posądzałem ich o to. Cudowna Hiszpania, z jeszcze lepsza Katalonią, Francja i znowu Włochy (ten kraj jest najsilniej reprezentowany, bo ma aż trzy stoliki). W sumie 4 godziny całkiem niezłej harówki, za nami koło 70-80 etykiet. I nadszedł ten przyjemny moment w którym w końcu można było skończyć z degustacją i przystąpić do konsumpcji. Przy tak bogatym doświadczeniu, jakie to nabywaliśmy przez całe popołudnie, wybór wcale nie był prosty.Wybrać 4-5 najlepszych win z pośród 100 stu etykiet obecnych na tym festiwalu, to nie lada sztuka. Kuba poddał pomysł by każdy z nas strzelił dwa razy w swojego faworyta i tak padło na niemieckiego traminera od Flicka i Tokaja na wytrawnie z Węgier – te strzały były moje. Kuba natomiast, zgodnie z swoim gustem, postawił na piękną i dorodną czerwień z Włoch, przepiękne Barbaresco i hiszpańskie genialne Sao Expressiu. Podczas całej imprezy nie było ani jednego zgrzytu, wszystko grało jak orkiestra w dobrej operze, żadnych problemów wielka wyrozumiałość zarówno organizatorów jak i przedstawicieli winnic. I ta dbałość o gościa, której to z powodzeniem mogliby się uczyć restauratorzy w Poznaniu. W ciągu owych pięciu godzin kilka jak nie kilka naście razy obsługa pytała czy wszystko gra i czy jest ok, dawała swoje typy na najciekawsze wino festiwalu, a trzeba wam wiedzieć że mają parę nie przespanych nocy za sobą, lecz pomimo tego wszyscy uśmiechnięci i pełni energii służyli pomocą. Gratuluje po stokroć i już z niecierpliwością czekam na drugą edycje MinieWinie Malta Festival. Kuba, Tobie dziękuje za towarzystwo jak i bardzo ciekawe rozmowy w międzyczasie. PS. I mała uwaga mili państwo jeśli wybieracie się na degustacje czegokolwiek a zwłaszcza win proszę oszczędzać swoje flakoniki z perfumami i ich nie używać na tą okazje, to bardzo przeszkadza innym degustującym.
Podróżuję, piję wino, odwiedzam winnice, robię zdjęcia, kręcę filmy. Bloguję o winie od 2010 roku. Od 2015 roku mieszkam i piję wino w Nowej Zelandii.