Szybka wizyta w Ruedzie

Najpierw była informacja o tanich biletach w „Szalonych środach” Lotu, później był wybór Madrytu jako miejsca docelowego, dalej wybór daty, a na końcu trzeba było zaplanować jak spędzimy te kilka dni w centrum Hiszpanii. Nie byłbym sobą, gdybym nie pomyślał o odwiedzinach w jakimś regionie winiarskim. Szybki rzut oka na mapę i okazuje się, że najbliżej hiszpańskiej stolicy jest Rueda. Co prawda zimą wolałbym pojechać do regionu, gdzie królują wina czerwone, ale w końcu w Hiszpanii teraz jest 16 stopni na plusie, więc białe wino też się nada. Z 4 dni wykroiliśmy więc jeden, aby podjechać do Ruedy i odwiedzić kilka tamtejszych winnic. Ale jak wybrać miejsca warte odwiedzenia?  Zacząłem od przejrzenie listopadowego numeru Decantera i znalazłem tych producentów z Ruedy, którzy otrzymali jakieś nagrody w ramach corocznych Decanter World Wine Awards. Później o pomoc w wyborze poprosiłem też kilku znajomych. Napisałem łącznie kilkanaście maili, odpowiedź dostałem od 5 winnic, z czego tylko 2 były gotowe nas przyjąć w sobotę (okazało się, że większość w sobotę i niedzielę jest zajęta). Lepsze dwie niż żadna.

Rozpoczęliśmy od wizyty w Bodega Reina de Castilla, która jest tak naprawdę spółdzielnią działającą od około 10 lat. Produkuję głównie wina z Verdejo, ale mają też odrobinę Viury oraz Tempranillo. Ich Verdejo El Bufon z 2011 otrzymało Regional Trophy w zeszłorocznych nagrodach Decantera. Wino pełne świeżych owoców tropikalnych, brzoskwini, moreli i grejpfruta. W ustach moc owocu, ziołowość oraz delikatne pikantne szczypanie języka. Kwasowość świetna, a do tego długi finisz. Pytamy się o cenę. 3,5 euro! Okazuje się, że wino to importuje u nas Kondrat i jest dostępne za 33 36 złotych. Koniecznie sięgnijcie po tę butelkę!

Druga nasza wizyta zaprowadziła nas również do spółdzielni. Wiadomości wymieniałem z panem Edem Adamsem MW, który współprodukuje wina w kilku hiszpańskich regionach, takich jak Rueda i Rioja. Już w mailu Ed zapowiedział, że z chęcią nas przyjmą i że specjalnie dla nas wyślą na miejsce wina z Riojy – The Charge 2009 oraz tydzień temu  rozlany do butek rocznik 2010.

Dodatkowo na miejscu czekał na nas nagrodzony srebrnym medalem Decantera kupaż Verdejo i Viury z 2011 roku, a także ten sam kupaż (choć w trochę innych proporcjach), ale jeszcze niefiltrowany i niezabutelkowany z najnowszego rocznika. Wina wspaniałe! Pełne owocu, świeżości, ale jednocześnie dostojne; zarówno te z Ruedy jak i te z Riojy pokazały wysoką klasę. Co prawda w nowszych rocznikach czuć było odrobinę niezintegrowane nuty odbeczkowe, ale kilka miesięcy w butelkach i dąb powinien ładnie się wtopić. W samej winnicy zostaliśmy wspaniale przyjęci, co skończyło się nie tylko długą rozmową, ale nawet lokalnym lunchem.

W planach mieliśmy odwiedziny w jeszcze jednej winnicy, ale ciężko było powiedzieć „nie” tamtejszej gościnności. Wyjechaliśmy z uśmiechami i kilkoma butelkami (z których  niestety jedna później nadała piękny owocowo-waniliowy zapach moim ubraniom w walizce).

Wizyta, mimo iż krótka, to bardzo udana! Wina świetne, ludzie wspaniali, czego chcieć więcej?
A poniżej krótkie podsumowanie w postaci wideo:

You Might Also Like