Wizyta w poznańskim La Passion du Vin

Miałem wczoraj okazję spędzić bardzo miły wieczór w La Passion du Vin (nie wiem, czy jest to bardziej winiarnia, czy restauracja). Dzięki towarzystwu wieczór był bardzo udany, chociaż z winnego punktu widzenia nie było już tak fajnie. Na początku zostało nam zaproponowane Farnese Casale Vecchio Montepulciano d’Abruzzo 2008 (początkowo kelner twierdził, że jest to włoskie Tempranillo, udało się jednak wyprowadzić kelnera z błędu) z ciężkimi aromatami czarnych owoców, a które w ustach było bardzo lekkie – ten dysonans między nosem a podniebieniem zupełne do mnie nie przemówił. Dodatkowo smak przypominał mi trochę lekarstwo, które w dzieciństwie czasami musiałem brać na kaszel – nic przyjemnego. Później poprosiliśmy o dowolne Syrah, ku mojemu zdziwieniu po kilku minutach dowiedzieliśmy się, że kelner nie jest w stanie zaproponować nam żadnego wina ze szczepu Syrah. Z karty wybrałem Barberę d’Albę, ale znów po dobrych 10 minutach szukania kelner stwierdził, że ta butelka również jest niedostępna (po co więc jest w karcie? i czy nie można w ciągu sekundy sprawdzić w systemie komputerowym, czy konkretna butelka jest na półce?). Trochę znudzeni „polowaniem” na dostępną butelkę poprosiliśmy o Bouchard Pere & Fils Beaujolais Villages 2007. Na szczęście tym razem wino było dostępne i było zdecydowanie lepsze od wcześniejszego Montepulciano d’Abruzzo – lżejsze, spójne, z truskawkami i czerwonymi porzeczkami.

Mimo, że zarówno obsługa ja i wina nie były wybitne, to trzeba przyznać, że jedzenie było bardzo smaczne i z chęcią tam wrócę, żeby spróbować kolejnych pozycji z menu.

P.S. Oczywiście cały czas Katalonia jest obowiązującym tematem lutego. Ostatnio oczarował mnie Priorat,  niedługo relacja.

You Might Also Like