Wizyta w winnicy Willi Schaefer, czyli czym urzekła mnie Mozela?

Mozela – region skrajności, gdzie łupkowa gleba, bardzo duże nachylenie winnic i bliskość rzeki pomagają wytwarzać wybitne wina, ale również powodują, że niektórzy producenci nie potarfią sobie z takimi warunkami dobrze poradzić i wówczas powstają wina o słabej strukturze i nijakim charakterze. W ostatni długi weekend miałem okazję spotkać kilku producentów wpisujących sie w tę pierwszą grupę.

Wizytę w Mozeli zaczęliśmy od porannych odwiedzin w rodzinnej winnicy Willi Schaefer . Winnicy o tyle niezwykłej, że nie posiada nawet własnej strony internetowej, a o adres emailowy musiałem prosić German Wine Institute. Chociaż w zasadzie po co strona internetowa, skoro i bez niej wina sprzedają sie wyśmienicie? Poraz kolejny okazuje się, że nie wizytówka jest istotna, ale jakość jaką się prezentuje.

Po przyjeźcie do Graach na miejscu czekał na nas Christophe Schaefer, syn właściciela winnicy. Bez słowa zastanowienie zostaliśmy „wywiezieni” do winnicy, gdzie właśnie trwało użyźnianie gleby i gdzie Christophe chętnie opowiadał o jego filizofii produkcji wina. Jaka jest to filozofia? Ciężko streścić to w kilku zdaniach, ale słowa, które powtarzały się najczęściej to: jakość, brak kompromisów, charakter, tradycja, balans i elegancja. I to wszystko czuć w winach!
W zbiorze winogron pomagają starsze osoby (często już na emeryturze), które mają ogromne doświadczenie w zbieraniu winogron i jednocześnie mają wystarczająco dużo siły, aby pracować na mozelskich stromych zboczach. Przez 4ha winnic trzeba przejść wielokrotnie, aby zebrać grona Rieslinga z odpowiednim stopniem dojrzałości z krzaków, które często mają nawet 70 lat. Po zbiorach winogrona razem z szypułkam idą przez prasę, a nastepnie fermentują w 50-60 letnich beczkach dębowych.  

Wszystko ma tutaj swój rytm, widać to nawet po spokoju i sposobie mówienie Christophe, a nawet po tym jak w powolny sposób szykował kieliszki do degustacji. Zniknął na chwilę, aby wrócić z tajemniczą butelkę, z której do kieliszkow trafiło intensywnie złote, z bursztynowymi odblaskami wino. Od razu widać było, że nie jest to wino pierwszej młodości, jednak na pytanie o rocznik Christophe odpowiadał tylko z uśmiechem: „najpierw spróbujcie”. Nie było wyjście, spróbowaliśmy i nastała chwila ciszy i kontemplacji. Wino było genialne! Pełne miodu gryczanego i lipowego, suszonych brzoskwiń i moreli, nafty, zgaszonej świeczki, wosku i zakurzonej piwnicy. Mimo tych dość ciężkich aromatów i smaków wino było niezwykle żywe i odświeżające dzięki swojej kwasowości.

Dodatkowo w ustach sporo ciała, a finisz długi na dziesiątki sekund. W końcu Christophe odwrócił butelkę w naszą stronę – Kabinett 1973. Szok! Wcześniej myślałem, że Kabinetty nie nadają się do stażenia, a tutaj taka niespodzianka, a jednocześnie niezwykłe uczucie, że specjalnie dla nas otworzona została 40-letnia butelka. Dalej próbowaliśmy jeszcze młodszych roczników Kabinetta z tej samej winnicy – równie świetne i z doskonałym potencjałem dojrzewania. Na koniec Spatlese powalające owocami tropikalnymi, miodem i nutami benzynowymi. 

Oczywiste było dla nas, że nie możemy stamtąd wyjechać z pustymi rękami, pytamy więc o możliwość zakupu wina. Słyszymy jednak: „Nie da rady, gdyż rocznik 2011 jest całkowicie wyprzedany, a 2012 jeszcze nie jest zabutelkowany”. Mimo to na pożegnanie dostajemy w prezencie butelkę, abyśmy dobrze wspominali wizytę; tak jakby po tym niezwykłym spotkaniu mogłoby byc inaczej.

A na koniec zapraszam jeszcze na wywiad z właścicielem winnicy, w której opowiada o szczegółach produkcji i specyfice win mozelskich.

You Might Also Like