Barolo i przyjaciele

 Gdy w sierpniu dostaliśmy zaproszenie od Strada del Barolo na warszawską degustację win z Piemontu, nie zastanawialośmy się dłużej niże 5 minut – musieliśmy tam być. Co prawda na miejscu okazało się, że główny organizator nic nie wie o naszych zaproszeniach, lecz po krótkim wyjaśnieniu i bardzo otwartej postawie pani prezes Magazynu Wino udało się sprawę rozwiązać i mogliśmy cieszyć się piemonckimi specjałami. Na początku pan Tomasz Prange-Barczyński w ekspresowym tempie opowiedział nam o najważniejszych szczepach z pólnocno-zachodnich Włoch. Mogliśmy spróbować rzadko spotykanego Roero Arneis (dopiero niedawno dowiedziałem się o tym winie przy okazji nauki do WSET). Kolejnymu ciekawostkami były dla mnie Grignolino, Freisa i Pelaverga, jestem ciekawy, czy gdzieś w Poznaniu można spotkać wina z tych szczepów? Dalej przeszliśmy do Dolcetto z Dogliani. Tutaj muszę się przyznać, że brakowało mi kontrprzykładu Dolcetto z Ovady, które bardzo lubię. Następnie Barbera, dla porównania z Asti i z Alby. A później zaczęło się już Nebbiolo, najpierw w postaci Barbaresco, a później królewskiego Barolo. 
Na koniec zostały same słodkości, włączając w to jedną ciekawostkę, czyli ciemną Malvasię w wersji na słodko (jabłka i gruszki w czerwonym winie – dla mnie świetna niespodzianka!). 
Dlaczego nie napiszę więcej o żadnym z próbowanych z win? Cóż, ciężko było cokolwiek notować, gdy prowadzący opowiadał o winach jak gdyby dzień wcześniej był na torze Monza i wczuł się w rolę kierowców Formuły 1. 
Całe szczęście na drugiej degustacji tempo było już bardziej przystępne. Czekałem na tę część całego spotkania z piemonckimi winami, gdyż mieliśmy krótko przeanalizować najważniejsze części DOCG Barolo. W ramach tej analizy próbowaliśmy win z zachodniej La Morry, trochę bardziej centralnej gminy Barolo oraz ze wschodniej Serralungi. Wina zupełnie różne, od przystępniejszych i bardziej miękkich z La Morry do twardych i nieustępliwych z Serralungi. Dzięki tej degustacji mogłem lepiej zrozumieć czym jest Barolo, jak potrafi być zróżnicowane przy jednoczesnym wspólnym kręgosłupie Nebbiolo. Tutaj brawa dla pana Prange-Barczyńskiego za dobre poprowadzenie tej degustacji. Minusy? Jeden, wina były zdecydowanie za młode. Roczniki 2007 i 2008 to zdecydowane młodziaki, które niszczyły kwasowością i taninami. Jednak jeśli już teraz te wina potrafiły tak zachwycać, to aż strach się bać jak będą się one prezentowały za kilka, kilkanaście lat.
Dalej przyszedł czas na degustację win od 30 producentów. Cóż, gdy ma się 3 godziny od odjazdu pociągu, to trudno jest spróbować wszystkiego, chociaż podniebienie nie chciało pominąć ani jednej butelki.  
Wydarzenie było też bardzo miłą okazją, aby spotkać kilka osób, które wcześniej kojarzyliśmy jedynie z wirtualnego świata. Oczywiście Zakorkowani nakręcili kilka minut materiału, który zapewne już wkrótce zostanie Wam zaprezentowany – bądźcie czujni!

You Might Also Like