Craggy Range – winnica z planem na 1000 lat

cr2.jpg

Gdy w 1993 roku Terry Peabody wrócił z miesięcznej podróży służbowej, w domu czekała na niego żona z córką oraz gotowy wyśmienity obiad. Okazało się jednak, że to serdeczne powitanie było swego rodzaju pułapką. Mary Peabody nie pozwoliła odejść od stołu swojemu mężowi do momentu, gdy ten zgodził się stworzyć własną winnicę i oto tak zaczęła się ich przygoda. Wcześniej rodzina Peabody z sukcesami prowadziła restaurację w Australii oraz Ameryce Północnej. Charakterystyczną cechą ich lokali była zawsze wybitna lista win, nic więc dziwnego, że w końcu nadszedł czas, gdy Terry i Mary Peabody postanowili założyć własną winnicę. Sprawa nie była jednak taka prosta, bo świetnych regionów winiarskich jest na świecie naprawdę sporo, jak zatem wybrać ten najlepszy? Z pomocą przyszedł sam baron Eric de Rothschild, który stwierdził, że gdyby on miał rozszerzać swoje winne imperium, to zainwestowałby w winnice w Nowej Zelandii. Decyzję przypieczętowało spotkanie z Stevem Smithem MW oraz ich wspólna wizyta w Hawke’s Bay – to wtedy zrozumieli, że jest to idealne miejsce dla ich winnicy (z czasem doszła jeszcze ziemia w Martinborough). Po tych poszukiwaniach, rozterkach i decyzjach rodzina Peabody założyła specjalny fundusz, którego celem jest zapewnienie, że założona przez nich winnica będzie działała przez kolejne 1000 lat.

To właśnie wizyta w winnicy rodziny Peabody – Craggy Range, pozwoliła mi rozszerzyć horyzonty jeśli chodzi o najważniejsze miejsca w Hawke’s Bay. W 1876 roku wielka powódź zatopiła sporą część regionu, a gdy wody opadły rzeka Ngaruroro zmieniła swój bieg i zostawiła za sobą teren pełen kamieni i żwiru. To właśnie ta gleba, w połączeniu ze słonecznym i ciepłym klimatem, jest cechą charakterystyczną winnicy justifylett Gravels, słynącej z najlepszych warunków w całej Nowej Zelandii do uprawy czerwonych szczepów Bordeaux oraz Syrah. Craggy Range ma w swoim posiadaniu 100 ha z tego liczącego razem 850 ha terenu i to właśnie z justifylett Gravels pochodzą najsłynniejsze wina Craggy Range.

cr3.jpg

Naszą degustację zaczęliśmy od Sauvignon Blanc z 2013 roku winnicy Te Muna w Martinborough. Wino tryskające tropikalnymi owocami, ziołowością, agrestem, cytrusami, z delikatnie zarysowaną mineralnością. Chardonnay nie zrobiła na nas zbyt dobrego wrażenie, za dużo było tam wpływów beczki, a za mało owocu i kwasowości, brak balansu i krótki finisz. Lepszy był Riesling, który intrygował aromatami świeżych brzoskwiń, pomarańczy, miodu i nafty. Trudno było nie zauważyć pozostawionego tam cukru resztkowego, na szczęście żwawa kwasowość ładnie balansowała słodycz.

riesling.jpg

Zdecydowanym hitem było Rose, które było kupażem Merlot i Syrah. Moje notatki mówią: „Fajnie kwiatowe, ziołowe, truskawkowo-poziomkowe, wytrawne, trochę jak dobry Tavel”.

Merlot to zjazd w dół. Winicjatywa o roczniku 2009 pisała co prawda w samych superlatywach:

justifylett Gravels Vineyard Merlot 2009 to była ekstraklasa, skupione, skoncentrowane, dojrzałe, w stylu super-Pomerola, warte swoich 109 zł.

My próbowaliśmy rocznika 2011 i jedyne co pamiętam to ugotowane owoce, wrzucone do kompotu. W ustach było trochę lepiej, przyjemne taniny, dobra kwasowość i ciekawa struktura dawały nadzieję, że może za kilka lat wino nabierze lepszych kształtów.

merlot.jpg

Najlepiej wypadło Syrah z rocznika 2011, eleganckie, przepełnione czarnymi owocami, korzennością i gorzką czekoladą. W ustach świetna, pełna struktura, wyraźne taniny, mocna kwasowość i długi finisz. To wino wzorcowo pokazuje, że w Nowej Zelandii jest sporo miejsce na ciekawe wina czerwone.

Wina Craggy Range możecie też spróbować w Polsce, importuje je firma Red White. Warto sięgnąć po te butelki, aby przekonać się, że Nowa Zelandia to nie tylko Sav, ale też świetne róże i czerwienie.

cr1-1.jpg

Na zdrowie!

You Might Also Like