Port z Dolcetto z nowozelandzkiej północy

porto.jpg

Jedną z cech, którą cenię najbardziej w życiu jest jego spontaniczność. Można co prawda planować, zakładać i wszystko mieć pod kontrolą, ale i tak człowiek nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć, a życie potrafi nas zaskoczyć na każdym kroku. Dlatego też w naszych podróżach planujemy, co i gdzie chcemy zobaczyć, jednak zawsze zostawiamy sporo miejsca na konieczne zmiany oraz spontaniczne pomysły. Jednym z przykładów może być wielkanocny wyjazd do Bay of Islands, w okolice Whangarei. Wracając stamtąd w niedzielę wielkanocną zauważyliśmy sporo znaków kierujących do winnic. Jedna z nich okazała się otwarta, a za barem stał właściciel, Michael Webb.

Cottle Hill bo tak nazywało się tamto miejsce, została założona przez Amerykańską parę, która w latach dziewięćdziesiątych dopłynęła jachtem do wybrzeży Nowej Zelandii. Tak im się tutaj spodobało, że postanowili zostać i zacząć uprawiać winogrona. Ich motto jest bardzo proste:

Wine is for everyday and everyone. Enjoy life, enjoy wine.

Okazało się, że nasza spontaniczna wycieczka zaprowadziła nas do miejsca, gdzie produkuje się nowozelandzkie (wino w stylu) Porto, a używa się do tego szczepu Dolcetto. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego pomysłu, jednak po spróbowaniu okazało się, że wersja Tawny była pełna ciemnych owoców, orzechów, cynamonu, goździków i wanilii. W ustach ogrom słodyczy, ale dobrze równoważony kwasowością. Taniny gładkie, obecne, jednak nie przytłaczające. Finisz przyjemnie orzechowo-miodowo-czekoladowy. W domu do tego wina jedliśmy pysznego mocno czekoladowego murzynka, wyszło z tego świetne połączenie.

cottle_bay_chardonnay.jpg

Oprócz win w stylu Porto, Cottle Hill produkuje też bardziej standardowe wina. Chardonnay 2011 było mocno beczkowane, na szczęście dąb nie przykrywał nadmiernie tropikalnych owoców i gruszek. W ustach sporo wanilii, mocne ananasy, marakuje i feijoa. Kwasowość na średnim poziomie, podobnie jak finisz.

cottle_hill_dolcetto.jpg

Dolcetto w wydaniu wytrawnym z 2013 roku było lekkie, mocno owocowe, z umiarkowaną kwasowością. Czyli bez szału, ale nie wiem w zasadzie, czy kiedykolwiek Dolcetto wywołało u mnie jakiekolwiek większe emocje.

cottle_hill_syrah.jpg

Syrah było już zdecydowanie ciekawsze, z ciemnymi owocami, lekką pikantnością i przydymionymi aromatami. Wyraźne ciało, sporo tanin, dobra kwasowość i przyjemny finisz.

Cottle Hill, to podobnie jak Karikari Estate, jedna z winnic z regionu zwanego Northland. Tym mianem określa się cały teren na północ od Auckland. Łącznie funkcjonuje tam kilkanaście komercyjnych winnic. Pierwsze winorośla na tym terenie sadzili przybysze z Chorwacji w latach 30-tyc XVIII wieku i przyjmuje się, że to właśnie na tych północnych terenach zaczęła się cała przygoda z produkcją wina w Nowej Zelandii. Northland jest bardzo wąskim skrawkiem ziemi, więc z żadna z winnic nie jest oddalona od morza o więcej niż 50 kilometrów. Tamtejszy klimat jest wręcz subtropikalny, wilgotny, słoneczny i bardzo ciepły.

Oprócz słońca, ciepła i wina, mają tam też piękne widoki:

bay_of_islands3.jpg

bay_of_islands2.jpg

bay_of_islands1.jpg

Na zdrowie!

You Might Also Like