EWBC 2011 i wycieczka po winnicach Soave

W ramach konferencji EWBC 2011 w niedzielę można było wybrać się na jedną z pięciu wycieczek po włoskich winnicach. 3 wycieczki były dla osób, którym mało było win musujących z Franciacorty, jedna wycieczka prowadziła do Alto Adige, a jedna, na którą ja się wybrałem, obejmowała region Soave. Szczerze mówiąc przed wyjazdem nie znałem za bardzo tego obszaru i traktowałem go raczej po macoszemu, ot proste białe wina i nic więcej. Okazało się jednak, że dość mocno się myliłem i że Soave potrafi zaskoczyć swoimi produktami. 
Pierwsze co rzuca się w oczy, gdy wjedzie się na teren tego DOC, to malownicze wzgórze pokryte winnicami oraz wybijający się na wzgórzu zamek z XV wieku. Na początku zatrzymaliśmy się u dość młodego producenta Balestri Valda, gdzie produkują głównie proste wina i podstawowe wina z gron szczepu Garganega (jest to główny szczep Soave). Drugi przystanek był już o większego producenta jakim jest Azienda Agricola Coffele
Tutaj mogliśmy zobaczyć niezwykłą „ścianę” z suszonych winogron, z których powstaje później słodkie Recioto di Soave. Mieliśmy też okazję spróbować i porównać wina z klasycznych gleb oraz z gleb wulkanicznych. Te drugie były zdecydowanie mniej owocowe, ale za to z ciekawym mineralnym charakterem i słonym posmakiem  – był to pierwszy moment, kiedy zacząłem poważniej myśleć o Soave.
Kolejnym przystankiem było samo miasto Soave, które, jak łatwo się domyślić, jest stolicą regionu, gdzie przywitali nas producenci zjednoczeni pod szyldem SoaveCru. SoaveCru to 16 małych producentów, którzy starają się maksymalnie dbać o jakość, podkreślać wyjątkowy charakter Soave i wspólnie promować wyniki swojej pracy. Trzeba przyznać, że wina zaprezentowane podczas wspólnego obiadu były naprawdę wyjątkowe – pełne owoców, ze świetną kwasowością i przyzwoitym finiszem, niczym nie przypominały mi wcześniej próbowanych win z tego regionu. W pewnym momencie Sandro Gini, prezydent grupy SoaveCru, przyniósł swoje wina z 1995 i 1990 roku. To była bomba! Nigdy bym nie pomyślał, że te wina tak dobrze potrafią się starzeć. Szczególnie butelka z 95 roku była wybitna, nadal żywa, bogata, owocowa z mineralną nutą oraz wspaniałym finiszem. 
Na koniec przybyliśmy do jednego z większych włoskich producentów Cantina di Soave. W swojej posiadłości (bo trudno inaczej określić miejsce, gdzie zostaliśmy przyjęci) mogą się pochwalić ogrodem botanicznym, winnicą z eksperymentalnymi uprawami,  salą konferencyjną na 300 osób, sklepem i piwnicą gdzie kręcone były zdjęcia do filmu Listy do Julii. Sama Cantina di Soave produkuje wina pod wieloma etykietami, jednak ich główną i najbardziej prestiżową linią jest Rocca Sveva. Trzeba przyznać, że wina z tej właśnie linii robiły bardzo dobre wrażenie – było widać, że naprawdę spory wysiłek został włożony w produkcję tych win. Podsumowując, może nie zostałem oczarowany i nie będę wielkim ewangelizatorem regionu Soave, ale na pewno będę chętniej szukał win z tego obszaru (a w szczególności Soave Classico oraz Soave Superiore) i będę zachęcał innych (w tym Was oczywiście) do sięgnięcia od czasu do czasu po butelkę Soave.

You Might Also Like