Poznań też jest mocny!

http://tinyurl.com/bryrcl4
Patrząc na Warszawę, tamtejszą scenę winną i restauracyjną, liczbę degustacji i amatorów wina inne miasta, z Poznaniem na czele, mogą dostać kompleksów. Świetne wydarzenie MineWine Malta Festival w tym roku się nie odbędzie. Nie wiadomo też jakie będą losy festiwalu Centrum Wina. Co prawda otwierają się nowe winebary, ale niestety część z nich prezentuje niski poziom obsługi i zaskakująco wysokie ceny. Czyżby Poznań obniżał winną poprzeczkę?
Na szczęście nie!  Jest co najmniej jedna rzecz, z której Poznań może być naprawdę zadowolony – to winni blogerzy, którzy rosną w siłę! Mamy u nas świetną Lampkę Wina, blog uhonorowany specjalnym wyróżnieniem w ostatnim konkursie Czasu Wina. Mamy Wine Tasting PL z Kubą Małeckim piszącym również dla Winicjatywy. Od kilkunastu tygodni jest z nami też Winettoo ze swoimi świetnymi notkami. Jest Tomek, który wkłada buty w kisiel i choć głównie gotuje, to czasami też pije wino. E. & M. piją i piszą na dwa kieliszki. Winni Poznania organizują spotkania i próbują wciągnąć Poznaniaków w wino. MineWine TV od czasu do czasy nagra odcinek o winach ze swojej oferty. Są w końcu również Zakorkowani, czyli pierwszy w Polsce niekomercyjny wideoblog o winie. Czerwone czy białe również stara się dorzucić kilka słów od siebie od czasu do czasu. Jest jeszcze na pewno parę innych blogów i inicjatyw, o których istnieniu nie wiem, a które szerzą kulturę wina w Poznaniu. Oby tak dalej, trzeba nam takich ludzi i takich działań, które ruszą Poznań, a przy okazji też inne miasta. 
Do kieliszków!

You Might Also Like

  • Anonimowy

    No to ja jednak wolę dobry sklep z winem i dobry wine-bar od nowych, choćby najlepszych, blogów. Blogiem się w końcu nie napiję…
    Faktem jest, że na tle "warszawki" Poznań tkwi wciąż daleko za… afroamerykanami, ale ogólna sytuacja nie wygląda tak dramatycznie jak opisano powyżej. Nowe miejsca powstają, inne trzymają się od kilku lat – ale faktycznie, ceny za wino "do stolika" są kosmiczne i to jest coś, co należy rzeczywiście kwestionować czy wręcz piętnować.
    Festiwal Mine Wine w takiej skali, jaka miała miejsce w ub.r., chyba rzeczywiście przerósł nieco organizatora, który być może powinien rozłożyć siły np. na dwie mniejsze imprezy, zresztą to już jego problem. Dobrze, że czasami MW organizuje też mniejsze degustacje… Mam nadzieję, że po upadku Ostrowa (symptomatycznym) wyjdą jakoś na prostą.
    A zatem, więcej optymizmu autorze – i popracujcie trochę nad jakością Zakorkowanych, bo idea wideobloga to jedno, a wykonanie to drugie 😉

  • Anonimowy

    Touché! Same blogi nic nie zmienią, poza tym nie wszystkie wymienione nadają się do czytania, mimo szczerych chęci autorów. W Poznaniu nie ma restauracji z prawdziwego zdarzenia, a te w których serwuje się już wino na kieliszki, przypominają bardziej bistrot i jakość jedzenia pozostawia wiele do życzenia. Jest po prostu fatalnie, nie oszukujmy się nawzajem. Np. wiele sklepów z winem prowadzonych jest przez niekompetentne osoby, co autor tego bloga sam potwierdza w swoim przewodniku. Poza tym mentalność poznaniaków jest taka, że obiad i kawę ze słodkim to się je w domu, a nie w restauracji – to nie Galicja… No i koło się zamyka. Na pocieszenie są takie miejsca jak Mein Wein i Mielżyński, z ciekawym wyborem wina i kompetentną obsługą.
    Vale!
    Michał

  • https://www.blogger.com/profile/01646942115856422993 Mak Staw

    Wzrost ilości blogów znamionować może:
    – postępujące grafomaństwo wśród pijących wino
    – wzrost liczby winomaniaków, którzy chcą konsumować bardziej świadomie i dzielić się wrażeniami.
    Mam nadzieję, że przyczyna kryje się w punkcie drugim Zgadzam się z Białe czy Czerwone – poznańska scena winiarska rozwija się i jest coraz mocniejsza. Dobre wino w dobrej cenie kupić można w bardzo wielu miejscach w Poznaniu, trzeba tylko chcieć poszukać. Mielżyński, MineWine, Vininova, Vinola, Dom Wina, Centrum Wina. Niezłe butelki ma u siebie winiarnia u Kubiaka. A jak ktoś troszkę czyta i się zna, obsługa nie jest mu bardzo do szczęścia potrzebna, śmiało może kupić dobrą butelkę w Marks and Spencers, Piotrze i Pawle, ostatecznie w Lidlu i Biedronce. Mało? Nie wypowiadam się o Encantado, Casa de Vinos czy Muzeum Cafe, nie moje rejony miasta, więc jeszcze nic u nich nie kupowałem, ale wiedzę chłopaki mają z pewnością ogromną. Niemal co tydzień jest teraz mniejsza lub większa degustacja, na którą można wyskoczyć( w marcu było ich siedem) A wino na kieliszki w gastronomii – tu też jest już coraz lepiej. Mieszkam blisko City Parku i tam w każdej knajpie selekcja win jest świetna (Cucina, Hugo, Mielżyńki, Baigels and Friends) W centrum tenisowym Arena wypić można kieliszek Van Zellersa. Bardzo konsekwentnie picie wina promuje Republika Róż na Kolegiackim, SPOT, La Rambla, Milano, żeby wymienić tylko te, w których jadam. A blogerzy? To oni pompują życie w winiarską machinę. Uważam, że samą inicjatywę winnych wtorków (są zdecydowanie za rzadko!) należałoby opatentować. Czy nie chodzi o to, żeby kupić w kilka osób kilka zacnych butelek, posiorbać, wymienić się spostrzeżeniami i gadać, gadać, gadać? Ja jestem gotów robić winne wtorki nawet w domu, byle odbywały się częściej:) Więcej optymizmu!
    WINETTOO

  • https://www.blogger.com/profile/03876404419372373682 Jakub Jurkiewicz

    Chyba zostałem źle zrozumiany, przecież już sam tytuł posta jest optymistyczny 🙂 Moim celem nie było stwierdzenie, że jest źle, ale że właśnie jest dobrze. Blogerzy to moim zdaniem ważne źródło promocji kultury picia wina i nawet jeśli część (nie pisałem, że wszystkie, czy że większość) biznesu winnego prezentuje słaby poziom, to jest siła w Poznaniu, która promuje wino i pisze o tym co się w mieście dzieje.

    @Anonimowy – wiemy, że Zakorkowanym daleko do ideału, ale bez konkretnych uwag nie wiemy co zmieniać i poprawiać. Pomożesz nam podsyłając konkrety?

    @Winettoo – z WW w realu jest problem, że jednak ktoś musi takie spotkanie zorganizować – znaleźć miejsce, zaprosić ludzi, itp. a to zajmuje czas. Jeśli znalazłbyś ochotę i czas i zorganizujesz coś w takiej samej lub innej formule to świetnie – ja z chęcią się pojawię 🙂

  • Anonimowy

    Ja z kolei mam wrażenie, że przyczyna leży w punkcie drugim, ale skutkiem jest zjawisko opisane przez Ciebie w punkcie pierwszym. Zauważ, że zdecydowana większość wpisów na blogach to notki degustacyjne win, najczęściej tych z dyskontów, zdecydowanie rzadziej jakichś bardziej ambitnych pozycji (są wyjątki). Takie wpisy można porównać do blogów opisujących poszczególne wydarzenia osób je prowadzących (dzisiaj boli mnie ząb, a reksio miał zatwardzenie itp.)Osoby, których teksty (wpisy na blogach) o szeroko pojętej kulturze wina czyta się z przyjemnością (a sam do czytania zachęcasz) jest niestety niewiele (Bońkowski, Chrzczonowicz, Bieńczyk, Crosta i paru innych z Winicjatywy, winologii, vinifery, naszych-win). Z ich tekstów można się czegoś dowiedzieć, są często impulsem do poszukiwania jakichś ciekawych butelek lub skłaniają do pogłębiania swojej wiedzy o winie. Natomiast, moim zdaniem, na wpisy o wyższości wina z biedronki nad winem z lidla i ile serduszek, gwiazdek czy chmurek autor bloga im przyznaje, to szkoda czasu i atłasu. O winiarskim grafomaństwie warto przeczytać tutaj: http://hosemasterofwine.blogspot.com/2013/03/lo-hai-qu-on-death-of-wine-critics.html bo jak widać jest to zjawisko globalne.
    Nie zgodzę się też z tym, że obsługa w sklepie czy restauracji nie jest potrzebna. Obsługa klienta jest NIEZBĘDNA, a my tylko przez lata komuny przyzwyczailiśmy się do tego, że jej nie ma. Jak bardzo oczytany, opity i ojedzony w świecie bym nie był, to zawsze wolę kontakt z kompetentną osobą, od której się czegoś dowiem o winie, a nie obrażonym abnegatem (vide vininova w marcelinie).
    Ponadto, jak ktoś choć raz był w dobrej restauracji za zachodnią granicą, to takie miejsca jak mielż, hugo, o zgrozo cucina, o zgrozo rambla, o zgrozo pikapika czy inne cuda niestety wypadają po prostu słabo lub bardzo słabo.
    Co do sklepów z winami – sklepów jest dużo, to prawda, i selekcja win bywa często ciekawa. Niestety wkurzające jest inne zjawisko(nie znam się na handlu, ale takie poczyniłem obserwacje) – wydaje się że z pozycjonowaniem cena w tych sklepach bywa różnie – marża jest przyzwoita w przedziale cenowym tzw. dyskontowym, natomiast wina droższe miewają często 100% narzuty (vide chocolate block w casa de vinos lub glaetzer w domu wina). Coś takiego mnie osobiście odrzuca, bo po takich zakupach czuję się oszukany.
    Więcej realizmu! 🙂
    Vale!
    Michał

  • Anonimowy

    @Jakub – co do wpływu blogosfery na szerzenie kultury picia wina w Polsce, to nie byłbym taki optymistyczny. Mam wrażenie, że blogerzy kiszą się we własnym sosie i bardzo często piszą o tym samym i dla siebie nawzajem… Obawiam się, że do kultury picia wina w Polsce to jeszcze daleko. Sama obecność sklepów z winami i blogów o winie to za mało, tak jak sam fakt istnienia księgarni nie powoduje, że Polacy czytają książki (bo nie czytają).
    Wiadomo, że lepiej że coś się dzieje (blogi, degustacje, winne wtorki et al.) ale zachowajmy chociaż skalę i umiar w ocenianiu ich wpływu na nasze życie :), a także trzeźwość umysłu w ocenie ich JAKOŚCI.
    Vale!
    Michał

  • https://www.blogger.com/profile/12582019555360801933 Piotr Pietras

    Drogi Michale,

    Skąd takie negatywne nastawienie do poznańskiej gastronomii?

    Ja również bywałem w wielu ciekawych miejscach za granicą – są miejsca lepsze i gorsze, ale uważam, że nie mamy się czego wstydzić, biorąc pod uwagę, że Poznań nigdy nie będzie gastronomicznym Londynem, Lyon czy Warszawą. Jeśli gość będzie chciał, to znajdzie tu dla siebie odpowiednie miejsce – zarówno pod względem rodzaju kuchni, jakości i oczywiście ceny.

    Chciałbym Cię serdecznie zaprosić do krytykowanej przez Ciebie Cuciny, gdzie z chęcią podyskutuję z Tobą na temat gastronomii, a w szczególności wina. Nasza karta składa się ze 150 win, z czego 23 serwowane są na kieliszki. Jest ona bardzo pozytywnie odbierana przez zagranicznych gości (taak, tych mieszkających i jedzących na poziomie za zachodnią granicą).

    Co do jakości jedzenia – ponownie – zachęcam, Michale, do wizyty. Szef kuchni jest również do Twojej dyspozycji.

    Wówczas będziesz mógł ocenić, czy jest to restauracja z przypadku – "restauracja z prawdziwego zdarzenia" – jak to określasz.

    Pozdrawiam,
    Piotr

  • https://www.blogger.com/profile/01646942115856422993 Mak Staw

    @Jakub. Dla mnie WW to jest sól winiarskiej ziemi:) Czy z doświadczenia możesz oszacować średnią frekwencję?

  • Anonimowy

    @Piotr – Drogi Piotrze, dziękuję za zaproszenie, na pewno skorzystam z propozycji dyskusji przy kolejnej wizycie! A skąd moje negatywne nastawienie do poznańskiej gastronomii? – z doświadczenia.
    Vale!
    Michał

  • https://www.blogger.com/profile/03876404419372373682 Jakub Jurkiewicz

    @Winettoo dla nas też, dlatego zaczęliśmy je organizować 🙂 Frekwencja wahała się od 7-8 osób do prawie 20-tu.

  • Anonimowy

    Jakubie, tytuł może optymistyczny, ale pierwszy akapit pesymistyczny – o dwóch festiwalach z niepewną przyszłością. W Museum Cafe w tym roku odbyły się już dwa festiwale win i wzmianki w artykule nie ma.
    Trochę mnie mierzi 2/3 wpisu o blogosferze… nie jestem przekonany czy poziom blogów jest wyższy od poziomu gastronomii w tym mieście. Z nimi również jest różnie – jedne lepsze drugie gorsze, jedne komercyjne, inne dla pasjonatów…

    Zgadzam się w zupełności z Piotrem, że jak ktoś chce to znajdzie miejsce dla siebie, zarówno w kwestii win na kieliszki, jak i profesjonalnej obsługi, a także odpowiadającego mu poziomu kulinarnego.