La Rambla to bardzo przyjemny tapas bar, gdzie oprócz zjedzenia hiszpańskich przekąsem można napić się hiszpańskiego wina. Moje dotychczasowe wizyty w tym miejscu pozwoliły mi wyrobić sobie bardzo pozytywne zdanie o tym miejscu – klimatycznie, smacznie, a dodatkowo sympatyczna i kompetentna obsługa. Niestety ostatnio pojawiła się rysa ma moich pozytywnych odczuciach. Jako że na swojej stronie na Facebooku La Rambla chwali się ofertą ponad 100 gatunków hiszpańskiego wina, to nie mogłem ominąć tego miejsca w ramach tematu win katalońskich. Był początek miesiąca, więc nie miałem jeszcze zbyt dużego pojęcia o winach z tego regionu, dlatego też poprosiłem obsługę o zasugerowanie jakichś butelek (zostałem przy okazji kilkukrotnie zapytany, czy musi to koniecznie być Katalonia). Zostały mi polecone dwie pozycje, które bez wahania kupiłem (w końcu w hiszpańskim tapas barze powinni znać się na rzeczy, prawda?). W domu przyjrzałem się jednak butelkom. Moje zdziwienie było spore, gdy okazało się że jedno z win (które nomen omen niemało kosztowało, bo 110 zł) pochodziło z Andaluzji. Następnego dnia poszedłem wymienić butelkę, niestety obsługa po raz drugi próbowała mi wmówić, że jest to wino katalońskie. Po chwili przyznali mi jednak rację, że wino pochodzi z Andaluzji, jednak upierali się, że „przecież Andaluzja w zasadzie graniczy z Katalonią, więc to wino prawie katalońskie jest”. Nie jestem wielkim znawcą geografii, ale mapy, które znalazłem w internecie, dość jasno wskazywały mi, że Andaluzja bynajmniej nie sąsiaduje z Katalonią. Co więcej, na ścianie w lokalu wisi duża mapa „wines of Spain” z ładnie pokazanymi regionami winiarskimi Hiszpanii.
Na szczęście udało się spór zażegnać polubownie – wyszedłem z La Rambli z inną butelką wina, tym razem katalońskiego. Szkoda tylko, że przez ten incydent nie będę już tak chętnie polecał La Rambli znajomym, nie chciałbym, żeby z nich tez ktoś próbował zrobić głupków.

