Jest sierpień, dwa tygodnie do ślubu, a my wciąż nie wiemy, gdzie wybierzemy się na podróż poślubną. W naszych głowach pojawiają się różne pomysły, od bardzo zwyczajnych do całkowicie zwariowanych, aż w końcu stawiamy na złoty środek – jedziemy do Prowansji, a kilka dni spędzimy nad samym morzem w Bandolu. I w tej chwili przypomina mi się, że przecież wakacyjny numer Magazynu Wino był poświęcony właśnie Prowansji, a kilka stron opowiadało tam o Bandolu właśnie. Szybko przeglądam polecone winnice, wysyłam maile i czekam na odpowiedź. Jako pierwsza odpowiada Agnes Henry z 12-hektarowej winnicy Tour du Bon położonej w północno wschodniej części apelacji.
Agnes serdecznie zaprasza do odwiedzin, jednak uprzedza, że na początku września mogą zacząć się już zbiory i może nie mieć za dużo czasu dla nas. Ale skoro MW pisze, że jest to winnica od lat zaliczana do czołowych producentów Bandolu, to nawet chwilę się nie zastanawialiśmy.
Wykorzystaliśmy tę chwilę, aby rozejrzeć się po okolicy, a było co oglądać. Szczególne wrażenie robił morze widoczne z terenu winnicy – piękna sprawa!
Winnica Tour du Bon cieszy się 300 słonecznymi dniami w ciągu roku, co doskonale czuć w ich winach. W takich warunkach świetnie radzi sobie Mourvedre, który króluje w tutejszych czerwonych kupażach. Znajdziemy tutaj również Grenache, Cinsault i Carignan z odmian czerwonych oraz Clairette i Ugni blanc z odmian białych.
Biel od Tour du Bon to odświeżająca cytrusowość połączona z owocami tropikalnymi i aromatami kwiatowymi, dość wysoka kwasowość pozytywnie zaskakuje. Róż, jak to na Bandol przystało, pięknie truskawkowo-malinowa, ale również ziołowa i kwiatowa, landrynki tutaj nie znajdziemy. Największe emocje wywołują jednak czerwienie, Classic 2010 to kupaż Mourvedre, Grenache oraz Cinsault, który cieszy nos i usta wiśnią, czereśnią, porzeczką oraz dość śmiałą pikantnością. Taniny wyraźnie mocne, lecz już dobrze ułożone i przyjazne. To samo wino, ale z rocznika 1998, to już inna bajka.Wchodzimy tutaj w rejestry bardziej ziołowe, grzybowe i oliwkowe, chociaż owoc, lecz już bardziej dojrzały i suszony, cały czas jest dostrzegalny i pięknie dopełnia całość.
Punktem kulminacyjnym było jednak Saint Ferreol z 2011 roku. Mourvedre zostało tutaj pozostawione samo sobie i trzeba przyznać, że świetnie sobie radzi. Piękne czarne owoce łączą się tutaj z nutami czekolady, tytoniu, skóry i pieprzu. W ustach mocne taniny, wysoka kwasowość i solidna struktura pokazują, że wino potrzebuje jeszcze kilku lat w butelce, jednak dla niecierpliwych już teraz jest co podziwiać (szczególnie czekoladowy finisz nie pozwala szybko o sobie zapomnieć). Na koniec do naszych kieliszków trafiły czerwone słodycz w postaci d’ici (zbiór w październiku przy wydajności 6 hektolitrów na hektar) – świetny balans czarnych owoców, słodyczy, kwasowości i słoności.
Po tej przemiłej oraz jednocześnie porywającej wizycie, zacząłem doskonale rozumieć pytanie postawione w Magazynie Wino: Dlaczego nie mamy bandol w Polsce?





