Niewidoma gwiazda doliny Waipara

Wiecie co jest pięknego w tym, że żyje się w kraju przepełnionym winem? Na każdym kroku można odkrywać nowe miejsca oraz niesamowitych producentów, o których na razie słyszała garstka winomanów, a za kilka lat będzie za nimi szalał cały świat.

Jednym z takich miejsc jest z pewnością dolina Waipara w północnym Canterbury, około 40 minut samochodem od Christchurch, gdzie niewielka grupa producentów produkuje świetne Pinot Noir i Rieslingi. Tutejszy klimat to około 640 mm opadów rocznych i 2100 słonecznych godzin. Wzgórza Teviotdale chronią winnice od chłodnego wschodniego wiatru, a z drugiej strony tunelują ciepły wiatr z północy. Region cieszy się długą jesienią oraz dużymi dziennymi różnicami temperatur, dzięki czemu grona mogą w pełni dojrzeć, zatrzymać wysoką kwasowość i rozwinąć ciekawe aromaty. W tej chwili nasadzenia sięgają 1250 hektarów, a pierwsze winnice powstawały tutaj w latach 80-tych XX wieku. Spośród 30 producentów, jedynie kilku produkuje wystarczającą ilość wina, aby trafiło ono do marketów, zdecydowana większość to nadal małe, butikowe produkcje. Jednym z takich małych producentów, o którym z pewnością wkrótce będzie głośno jest Pearson Estate. Ich wina Mon Cheval porywają swoją szczerością, balansem, finezją oraz długim finiszem. Winemakerem odpowiedzialnym za Mon Cheval jest niewidomy C.P. Lin, z wykształcenia matematyk, który w czasie studiów zakochał się w winie. Podczas swoich podróży po Europie odkrywał nowe smaki, zapachy, aż w końcu wrócił do Nowej Zelandii, gdzie znalazł dolinę Waipara, która pozwala mu wyrazić jego własny styl. C.P. Lin jest niezwykłą postacią, skromny i uśmiechnięty, swoimi opowieściami o winach porywa słuchaczy i w idealny sposób potrafi oddać słowami to co reprezentują jego wina w kieliszku.

Jako pierwsze wino Mon Cheval próbowałem Rieslinga z 2012 roku. 9.2% alkoholu wskazywało, że wino wejdzie w słodkie rejestry. I ach, co to była za słodycz! Przepiękne dojrzałe brzoskwinie i ananasy w syropie, marakuja, morele, ale też odźwieżające pomarańcze i cytryny, a na końcu odrobina nafty. W ustach słodycz przełamana wysoką kwasowością i długi finisz. Wino było tak dobre, że aż przypomniały mi się wizyty w Mozeli.

mon_cheval_pinot_2008.jpg

Następnie podczas degustacji miałem okazję spróbować 3 roczników Pinot Noir. 2008 był dość ciężkim rocznikiem. Jesienią w winnicach było dość wilgotno, więc grona trzeba było zbierać wcześniej niż planowano, w obawie przez chorobami. Mimo, że rocznik był ciężki to właśnie Pinot z 2008 roku (był to ich pierwszy rocznik, jeszcze z inną etykietą) najbardziej mi smakował. Chyba dlatego, że najbliżej mu było do wzorców burgundzkich. Dużo aromatów leśnych, warzywnych, z dodatkiem świeżych i suszonych owoców oraz ziół. W ustach świetnie ułożone, delikatne taniny, średnia+ kwasowość i długi jesienny finisz. Rocznik 2009 był jednym z najlepszych do tej pory w dolinie Waipara – pełno słońca i długa jesień sprawiły, że grona mogły spokojnie dojrzeć na krzakach. Pinot Noir z 2009 roku był przepełniony wiśniami, czereśniami i śliwkami. Do tego doszły aromaty mokrej czarnej ziemi i grzybów. W ustach zdecydowanie mocniejsze taniny niż w 2008, więcej ciała, jednak mniej niuansów, które przyciągałyby na dłużej uwagę. Rok 2010 to czas zmiennej pogody – ciepła słoneczna wiosna, później pochmurne i chłodne lato, a jesienią dużo słońca. Przy takich warunkach nie ma się co dziwić, że próbowany Pinot zadziwiał swoją wysoką kwasowością, która świetnie komponowała się z mocnymi aromatami owoców.

Zachęciłbym Wam, żebyście poszukali tych win, ale obawiam się, że znalezienie ich na półkuli północnej może być ciężkie. Mon Cheval to jedynie 2,2 hekatara, więc butelek powstaje jedynie ograniczona liczba. Na szczęście C.P. Lin szykuje nowe przedsięwzięcie. Podobno razem ze wspólnikami ma już kupioną ziemię w Beaujolais i również tam będzie tworzył wina. C.P. Lin i Gamay oraz burgudzki Pinot to może być ogień!

Na zdrowie!

You Might Also Like