Penfolds Grange 2010 – wizjonerska magia w kieliszku

penfolds_grange2010

Wczesne lata 50-te XX wieku, Australia, Max Schubert winemaker w winnicy Penfolds nie może w nocy spać, w ciągu dnia odbija się od ścian, nie ma apetytu, ciągle wspomina swoją niedawną wizytę w zamkach Bordeaux, a po głowie chodzi mu jedna myśl: a gdyby tak zrobić coś innego? coś wbrew przyjętym standardom, coś co łamie zasady, coś czego nikt w Australii wcześniej nie zrobił? W końcu Max zbiera w sobie odwagę i w 1951 ynaoku zaczyna produkcję eksperymentalnej wersji Shiraza z mieszanką innych szczepów, z gron pochodzących z najróżniejszych winnic Australii. (tak, nie jest to jedna wybitna winnica, a nawet nie jeden konkretny region!). W 1957 roku właściciele Penfoldsa proszą Maxa, aby podesłał im próbki nowego wina do Syndey. Max z przekonaniem o wysokiej jakości swojego dzieła, ale jednocześnie z drżącą ręką i strachem przed krytyką, wysyła wina do największego australijskiego miasta. Co się okazuje? Nikt nie chce pić nowego wina! Zarząd zabrania dalszej produkcji, a krytycy piszą wręcz:

Schubert, I congratulate you. A very good, dry port, which no one in their right mind will buy – let alone drink.

Porażka, tragedia i smutek.

Na szczęście, jak każdy wizjoner, Max Schubert przekonany jest o swojej racji i wierzy w potencjał wina, które stworzył, a które nazwał Grange. Przez kilka kolejnych lat Max produkuje Grange’a w tajemnicy, zapraszając jednak do regularnych degustacji swoich przyjaciół i współpracowników. Przełom przychodzi w 1960 roku, gdy zarząd Penfoldsa postanawia wznowić produkcję Grange’a widząc dla niego cień szansy na rynku. Oczywiście Maxowi nie trzeba było mówić dwa razy, w końcu na tę chwilę szykował się od wielu lat. W ten oto sposób w 1960 Grange wrócił na rynek, a roczniki 1957-1959 są nazywane mianem hidden Granges i na aukcjach osiągają zawrotne ceny. Oczywiście lata 60-te to wielki sukces Grange’a na rynku australijskim, a później też międzynarodowym, rosnące zainteresowanie klientów, a za czym idzie rosnące ceny. Kolejne lata to dalsze triumfu, włącznie z tytułem najlepszego wina roku, przyznanym przez Wine Spectator w 1995 roku za rocznik 1990.

Szybki skok w przyszłość, marzec 2016 i znajdujemy się w Queenstown w Nowej Zelandii, gdzie z grupą przyjaciół wchodzimy do winebaru The Winery . Tam zaraz przy wejściu stoi enomatic, a w nim Penfolds Grange 2010 😍 Cena za butelkę to setki dolarów, ale małą próbkę degustacyjną można mieć już za 30$. Chwila moment i to jedno z największych win świata ląduje w moim kieliszku! Magia owoców, przypraw, ziół, skóry, kakao, kawy, jesiennego lasu, grzybów i czego tylko dusza zapragnie. Wspaniałe taniny, idealna kwasowość, niczego za dużo, niczego nie brakuje. Ogromna moc, elegancja i subtelność w jednym. Wspaniałość! ♥️

Oczywiście rocznik 2010 to ciągle świeżak jak na Grange’a i najlepiej byłoby go spróbować za jakieś 10-15 lat i zobaczyć jak wtedy sobie radzi (a jestem przekonany, że poradzi sobie wyśmienicie). Ale dla mnie, maluczkiego degustatora, wystarczyła możliwość krótkiego obcowania z legendą tu i teraz, nic więcej się nie liczyło, a wspomnienia zostaną na zawsze.

Warto pamiętać, że to właśnie dzięki takim wizjonerom (i pozytywnym wariatom) jak Max Schubert świat idzie do przodu i zaskakuje nas na każdym kroku!

Na zdrowie! 🍷

You Might Also Like

  • http://maticomp.net/ Mateusz Papiernik

    O żesz Ty! 🙂 Super, że Ci się udało — pamiętam jak jakiś czas temu pisałeś o tym, że powoli odhaczasz kolejne pozycje z wielkich win do spróbowania i Grange cały czas tam widniał 😀

    • http://czerwoneczybiale.pl Blog Czerwone czy białe?

      Rozkręcam się 😉