Piwo, wino i balet w jednej butelce

sauvin.jpg

Z czym kojarzy Wam się Nowa Zelandia? Winomaniacy odpowiedzą oczywiście, że ze świetnymi Sauvignonami, fascynaci fantastyki, że z krajobrazami z Hobbita i Władcy Pierścieni, ornitolodzy, że z kiwi, podróżnicy, że niezmierzonymi możliwościami przeżycia nowych przygód. A gdy zapytamy piwomaniaków? Oczywiście odpowiedzą, że z piwem, gdyż Nowa Zelandia jest jednym z liderów jeśli chodzi o produkcję win rzemieślniczych (znanych też pod angielską nazwą craft beers). To tutaj produkuje się piwa jak żadne inne na całym świecie.

Nie będę ukrywał, że wielkim znawcą piwa nie jestem. Gdy kilka lat temu Ale Browar wypuszczał swoje pierwsze butelki na rynek w Polsce, w moje ręce trafiło Black Hope i wiedziałem, że to jest czas, aby przeprosić się z piwem. Później były kolejne piwa ze stajni Ale Browaru, była Pinta i cała rzesza lepszych i gorszych polskich i zagranicznych piw rzemieślniczych. Nauczyłem się dzięki temu, czym jest ale, czym jest porter i dlaczego tak bardzo lubię india pale ale. Ale za eksperta chyba nigdy nie będę się uważał.

wellington.jpg

Po przyjeździe do Auckland nie dało się nie zauważyć, że ruch craft beers jest tutaj bardzo mocno rozwinięty. Co chwila można spotkać bary i puby, które oferują piwa z małych wytwórni i w niezliczonych stylach. A dosłownie 200 metrów od mieszkania mamy kawiarnię, w której domowi piwowarzy mogą wymieniać się swoimi piwami – przynosisz dwie butelki swojego piwa, wstawiasz do lodówki i zabierasz ze sobą dwa piwa, które zrobił ktoś inny Czad! Oczywiście cały czas naszym głównym zainteresowaniem jest wino, jednak od czasu do czasu musi człowiek od wina odpocząć i wtedy sięgamy właśnie po piwo.

beer.jpg

Stolicą ruchu piw rzemieślniczych w Nowej Zelandii jest Wellington (chociaż Nelson mocno atakuje z drugiej pozycji), w którym mieliśmy okazję być przez kilka dnia na początku czerwca. Wellington to zupełnie inne miasto niż Auckland, dużo mniejsze, spokojniejsze, bardziej europejskie, a do tego pełne świetnych restauracji, kawiarni (i palarni kawy), no i oczywiście piwa (więcej na temat Wellington przeczytacie na naszym blogu Trampki w podróży). Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie skorzystali i będąc na miejscu nie spróbowali tamtejszych piw. Trafiliśmy do Crafters and Co, gdzie oprócz wyśmienitych lanych piw, mogliśmy przebierać w dziesiątkach butelek. Okazało się, że sporo browarów wykorzystuje winny potencjał Nowej Zelandii i tworzą piwa, które w mniejszym lub większym stopniu nawiązują do tradycji winiarskich. I w taki oto sposób wyszliśmy z pubu z kilkoma dodatkowymi butelkami.

Yeastie Boys to niewielki projekt dwóch Nowozelandczyków Stu McKinlaya oraz Sama Possenniskie. W czerwcu 2014 roku Yeastie Boys wypuścili serię piw pod nazwą Spoonbenders. W tym projekcie panowie chcieli sprawdzić jakie będą efekty wspólnej pracy piwowarów z przedstawicielami innych branż:

The Spoonbender series is a celebration of the strange things that happen when weird brewers meet even weirder folk from other industries.

Na początek zaproponowali współpracę winemakerom z Some Young Punks i spróbowali stworzyć wino w połączeniu z dotkniętym szlachetną pleśnią Viognierem:

(…) create beers built around some of the Punks’ aged botrytised Viognier. Rather than aging our beer inside their barrel, adding our beer into their wine environment, we’ve created a candi-sugar with their already fermented (and aged) wine to essentially add their wine into our brewing process.

Wariaci, co? 🙂

yeastie.jpg

My próbowaliśmy The Sly Persuader z serii Spoonbender. Piwo pachniało i smakowało cytrusami, brzoskwiniami i morelami. W ustach ciało na średnim poziomie, sporo słodyczy, przyjemna gorycz i owocowy, długi finisz.

Innym browarem, który przykuł naszą uwagę był Garage Project. Trójka doświadczonych panów, Pete Gillespie, Jos Ruffell i Ian Gillespie, zaczynała jako nano-browar, wyposażeni jedynie w 50-litrowy sprzęt do ważenia piwa. Takie podejście pozwoliło im na eksperymentowanie. Sami zresztą tak piszą o swoich początkach:

When you’re brewing on such a small scale you can afford to take risks. That suited us. We wanted to try something new.

I trzeba przyznać, że panowie ostro eksperymentują i tworzą ekstremalnie interesujące piwa. Jednym z nich jest Sauvin Nouveau, w którym do pilsnera dodali sok z Sauvignon Blanc i fermentowali to razem. W taki oto sposób osiągnęli genialny efekt połączenia piwa z winem! Są tam aromaty typowe dla dojrzałego Sauvignona: brzoskiwnie, owoce tropikalne, cytrusy oraz oczywiście sporo chmielu. W ustach dużo ciała, mocne bąble, słodycz owoców tropikalnych przenika się z goryczą grejpfruta, a do tego wyraźna kwasowość i długi, owocowy finisz. Nieziemskie piwo!

champagne.jpg

Innym eksperymentem jest Hops on Pointe, czyli Champagne Pilnser. Pomysłem na to stworzenie tak odjechanego piwa była chęć sprawdzenia, czy może powstać piwo odwzorowujące szlachetny i delikatny charakter baletu. I udało się, między innymi poprzez wykorzystanie w procesie fermentacji szampańskich drożdży. Dzięki takiemu połączeniu dostajemy piwo pachnące mango, marakują i pomarańczą. W ustach lekkie, delikatne, z wyraźną goryczą i słodko-gorzkim finiszem.

Więcej o tym piwie i nawiązaniu do baletu dowiecie się z filmu:

Jak widzicie nie samym winem Nowa Zelandia żyje. Piwo jest tutaj równorzędnym partnerem i od czasu do czasu ich drogi się przecinają dając niesamowicie ciekawe i przyjemne efekty.

Na zdrowie!

You Might Also Like