Wina nie z tego świata

jura_ser.jpg

Podróżowanie po Nowej Zelandii daje możliwość poznawania fauny i flory jakiej w Europie nie ma szans doświadczyć. Takimi ciekawostkami są na przykład ogromne palmy i paprocie, które wyglądają jakby były nie z tego świata, a co najmniej jak wyjęte z Parku Jurajskiego:

paproc.jpg

Nie musimy jednak lecieć na drugą półkulę, aby podróżować i odkrywać nowe krainy. Co więcej, nie trzeba się nawet ruszać się z kanapy. Wystarczy otworzyć nową butelkę, nalać wina i od razu przenosimy się w inny zakątek świata, obojętnie czy będą to słoneczne wzgorza Toskanii, nadmorskie winnice Kalifornii, czy mgliste krajobrazy Piemontu. Ale czy wino może nas przenieść w miejsce nie z tego świata?

Okazuje się, że tak! Właśnie takie doświadecznie mieliśmy okazję przeżyć podczas degustacji win z Jury. Degustację prowadziła znana blogerka i autorka Wink Lorch. Jakiś czas temu namawiałem Was do wsparcia akcji na Kickstarterze, pamiętacie? Za tamtą akcją stała wlaśnie Wink, która uznawana jest za jeden z największych autorytetów na świecie w zakresie win z Jury.

jura_wink.jpg

Zacznijmy od tego, gdzie w ogóle leży Jura? Wyobraźcie sobie kawałek francuskiej ziemi między Burgundią, a granicą ze Szwajcarią – tam właśnie jest Jura. A oto mapka, dla tych którzy mają problem z wyobraźnią 😉

Jura-01.jpg

Jura najbardziej znana jest z wyjątkowych win białych produkowanych ze szczepu Savagnin, jednak czerwone szczepy są tutaj również uprawiane (np Poulsard). Bliskość z Burgundią oznacza oczywiście, że znajdziemy tutaj również Chardonnay (ten jest najczęściej uprawianym szczepem w Jurze) i Pinot Noir (ten szczególnie często wykorzystywany jest do produkcji musiaków i rose). Jak widzicie trochę tych szczepów tam mają, jednak produkcja Jury to jedynie 0.2% produkcji całej Francji. Mimo tak małej ilości produkowanych win znajdziemy tutaj kilka apelacji. Najbardziej znane to Arbois, Côtes du Jura, Château-Chalon, Crémant du Jura dla win musujących oraz Macvin dla win wzmacnianych.

Na razie wszystko brzmi dość standardowo, prawda? Skąd zatem biorą się te wina nie z tego świata? Oto kilka faktów:

  • Zacznijmy od tego, że w Jurze znajdziemy głównie malutkich producentów, większość z nich jednak produkuje nawet po 20 różnych win – różne kolory, szczepy, wina spokojne, wzmacniane, musujące, zgodnie z zasadą, czym bardziej różnorodnie tym ciekawiej.
  • Produkują tam wino, przy produkcji którego często w ogóle nie fermentuje się winogron.
  • Tamtejsi producenci owszem używają beczek do fermentacji i stażenia wina, ale są to zwykle beczki co najmniej 5-letnie.
  • Owocowość i pijalność – te słowa rzadko pojawiają się podczas degustacji wina z Jury.
  • Savagnin to szczep, którego w zasadzie poza Jurą nie spotkamy, a uznawany jest za jeden z 16 głównych szczepów, które dały początek innym szczepom.
  • Tamtejsze wina białe pite są w temperaturze 16 stopni, a czerwone podaje się mocno schłodzone.
  • Najsłynniejsze wina z Jury sprzedawane są w butelkach o pojemności 620 ml.

Potrzebujecie jeszcze jakichś argumentów, żeby uważać wina z Jury za jedyne w swoim rodzaju?

jura-kieliszki.jpg

Podczas degustacji jako pierwsze próbowaliśmy Chardonnay z apelacji Arbois od biodynamicznego producenta Tissot z 2012 roku. Nie znajdzicie w tym Chardonnay mineralności Chablis, owocowości z Chile, ani waniliowego ulepku z Kalifornii. Zamiast tego będą drożdże, grzyby, kiszona kapusta, warzywa, papier z porannej gazety, rozgrzany chodnik i…skarpety. Usta mocno utlenione, orzechowe, migdałowe, drożdżowe i lekko miodowe.

tissot_chardonnay1.jpg

Jako drugie piliśmy również Chardonnay, ale tym razem z apelacji Côtes du Jura od młodych organicznych producentów, rodziny Buronfosse z rocznika 2013. Przed spróbowaniem tego wina Wink nas uprzedziła:

Tego wina się nie wącha, to wino się pije.

I faktycznie, w nosie jajka i siarka, z lekką brzoskwinią i ananasem, które gdzieś z tyłu próbowały dojść do głosu. Usta mocno orzechowe, słone, ale jednocześnie metaliczne. Wąchać się nie chciało, jednak wysoka kwasowość i słony finisz powodowały, że wino przyjemnie odświeżało.

Wino numer trzy to Savagnin z 2011 roku również od Buronfosse. Białe wino, które pachnie kompotem truskawkowym? Niech żyje nieortodoksyjność Jury! Do tego był i orzech i rabarbar i świeży limonkowy finisz.

b_chardonnay2.jpg

Czwórka to znowu Chardonnay od Tissot, tym razem jednak z winnicy położonej w apelacji Côtes du Jura. Owoce? Gdzie tam! Były za to zapałki, popiół, orzechy, mokry asfalt i mokra sierść psa oraz przypalone tosty.

Na etykiecie następnego wina można było przeczytać, że jest to wino non-ouillé. Co to znaczy? Większość producentów na świecie wypełnia beczki winem po brzegi, tak aby nie zostało miejsca dla powietrza. Przy produkcji win non-ouillé robi się całkowicie odwrotnie – specjalnie zostawia się trochę miejsca w beczce, aby wino miało kontakt w tlenem. Ten Savagnin z 2010 roku spędził 2,5 roku nad osadem drożdżowym. Odnajdujemy tutaj orzeczy włoskie, cytrynową galaretkę, miód, kmin, zioła i drożdze – wszystko to daje bardzo aromatyczną i intrygującą mieszankę. Usta przepełnione orzechami włoskimi, laskowymi i brazylijskimi, a do tego słoność, słoność i słoność.

Przedostatnie wino to podróż do krainy win Vin Jaune, czyli win, które są marką rozpoznawczą dla Jury. Vin Jaune produkuje się wyłącznie ze szczepu Savagnin. Grona zbiera się maksymalnie dojrzałe, często jako tak zwany późny zbiór. Sok trafia do małych dębowych baryłek, gdzie spędza co najmniej 6 lat na osadzie z drożdży, mając ciągły dostęp do powietrza (tak, to też są wina określane mianem non-ouillé). Wino przez nas próbowane pochodziło od Tissota, ze zbiorów z 2007 roku. Tutaj słowo oczechy, miód i drożdże można było odmieniać przez wszystkie przypadki. Mieliśmy okazję to Vin Jaune spróbować z dwoma serami, młodym i starzonym Comte. Połączenie wina z lokalnym serem dało wybitny efekt. W ustach zrobiło się kremowo, wręcz słodko, a finisz trwał kilkadziesiąt sekund.

Na koniec do naszych kieliszków trafiło wino, które ciężko nazwać winem. Macvin du Jura to tak naprawdę sok z winogron (niektórzy z producentów pozwalają mu sfermentować aż osiągnie około 0,5% alkoholu), który starzony jest przez minimum 12 miesięcy w beczkach, a do którego na końcu dodaje się eau-de-vie, czyli lokalne brendy. Jak smakuje? A jak wzmocniony sok z winogron, z dodatkiem wanilii, miodu i orzechów.

jura_macvin.jpg

Podsumowując, wina z Jury to wina jak żadne inne. Z pewnością najbliżej im stylem do Sherry, jednak i tutaj znajdziemy sporo rozbieżności. Szczepy, sposoby produkcji, smaki i zapachy są w Jurze unikalne i chwała im za to!

Pozostaje pytanie, czy te wina, którym brakuje owocowości, a które przepełnione są aromatami drożdży, orzechów, a często także odjechanymi zapachami mokrego asfaltu, kisielu i psiej sierści da się pić? Dać się da, jednak często po dwóch, trzech łykach można się tymi winami zmęczyć. Co innego, gdy obok nich pojawia się jedzenie! My akurat mieliśmy szczęście, że do tych win serwowane były francuskie potrawy. W takim połączeniu wina nabierały zupełnie innego wymiaru, stawały się bardziej przyjazne i idealnie dopełniały posiłek.

jura_jedzenie.jpg

Pić Jurę? Zdecyowanie tak! Może nie na codzień, ale chociaż od czasu do czasu, aby odbyć podróż do krainy nie z tego świata.

A więcej o winach z Jury możecie przeczytać m.in u Jancis i na stronach Wine Pages oraz Wine Enthusiast.

P.S. Ktoś wie, czy w Polsce ktoś importuje i sprzedaje wina z Jury?

You Might Also Like